6.08.2014 - Dzień 9
Dzisiaj rutyna dnia została złamana bo musiałem zawieźć siostrę z mężem na lotnisko (100 km na stronę). Śniadanie więc w domu u rodziców - tzn śniadaniem bym tego nie nazwał. Po powrocie na mieszkanie standard - zakupy LIDL, dieta, rower. Jakoś udało się dzień uratować chyba w miarę dobrze.
Dieta
- w domu na start pół bułki białej z serem żółtym, 1 jajko...i tyle
- po powrocie z lotniska prince polo z kawą jeszcze u rodziców
- już na mieszkaniu karczek z piekarnika z chlebem i musztardą
- przed rowerem mozarella i
banan
- na noc shake mleko, banan i sporo białka bo wyszło dzisiaj dramatycznie mało - dalej jest lekko za mało ale ujdzie...
Białko wiśniowe jadłem dzisiaj pierwszy raz i bardzo polecam
Trening
- 1h 33min (32,2 km) - rower w terenie ze znajomymi, na początku wycieczka po prostym ale skończyło się na podjazdach. Pierwszy dość stromy zaatakowałem tak agresywnie, że później przez 200 metrów nie mogłem oddechu złapać. Progres dalej mnie zadziwia na rowerze, wydaje się dosłownie z dnia na dzień. Do tego mocno na podjazdach pracują calutkie ręce i motyle.
- ABS wieczorem po 12 powtórzeń, jutro atakuję 14.
Jutro też wolne, w planach rano siłka, później ABS, wieczorem podjazdy. Trzeba lecieć mocno bo 11-13 wyjeżdżam do Zakopanego i dieta może ucierpieć

ale 6h po górach dziennie pewnie to zrekompensuje...
Zmieniony przez - Detoxik w dniu 2014-08-06 22:55:13