19.05.2014
Nie ma wolnych dni. Praca silka i nauka.
TRENING
Ciągle staram się poprawić technikę przysiadu. Podciąganie już myślałem, że uda się zrobić 4x7, niestety w ostatniej serii 5+2... może następnym razem. Reszta jakoś poszła, wiosło w ostatnie serii nie wiem czy do końca trzymałem technikę. Dziś znowu krótsze przerwy co widać na obrazku, pulsometr wziąłem z ciekawości.
Przysiad tylny
20x10 / 30x10 / 43x10 / 56x10 67x10
Podciąganie podchwytem
x7 / x7 / x7 / x5+1
Wyciskanie sztangielek na skosie
13,5x10 / 16x10 / 18,5x8
Wiosłowanie nachwytem
30x10 / 40x10 / 53x10
Wyciskanie żołnierskie
20x10 / 30x8
Na koniec taka jakby Tabata na brzuch, nie wiem czy dobrze robię. 20s/20/2020/30/30/30/30 plank na łokciach, na boku, na dłoniach, na boku i powtórka nieco wydłużona.
MISKA
Rano jajka, w pracy ser i paczka nerkowców dla odmiany. W domu schabik wędzony z sałatami z biedronki i sosem z oliwy, octu jabłkowego, musztardy, miodu i ziół - zaj**iste danie. No i placek.
Zmieniony przez - Wysoki88 w dniu 2014-05-17 22:04:48
Nie ma wolnych dni. Praca silka i nauka.
TRENING
Ciągle staram się poprawić technikę przysiadu. Podciąganie już myślałem, że uda się zrobić 4x7, niestety w ostatniej serii 5+2... może następnym razem. Reszta jakoś poszła, wiosło w ostatnie serii nie wiem czy do końca trzymałem technikę. Dziś znowu krótsze przerwy co widać na obrazku, pulsometr wziąłem z ciekawości.
Przysiad tylny
20x10 / 30x10 / 43x10 / 56x10 67x10
Podciąganie podchwytem
x7 / x7 / x7 / x5+1
Wyciskanie sztangielek na skosie
13,5x10 / 16x10 / 18,5x8
Wiosłowanie nachwytem
30x10 / 40x10 / 53x10
Wyciskanie żołnierskie
20x10 / 30x8
Na koniec taka jakby Tabata na brzuch, nie wiem czy dobrze robię. 20s/20/2020/30/30/30/30 plank na łokciach, na boku, na dłoniach, na boku i powtórka nieco wydłużona.
MISKA
Rano jajka, w pracy ser i paczka nerkowców dla odmiany. W domu schabik wędzony z sałatami z biedronki i sosem z oliwy, octu jabłkowego, musztardy, miodu i ziół - zaj**iste danie. No i placek.
Zmieniony przez - Wysoki88 w dniu 2014-05-17 22:04:48
była chyba 0:30 jak wystartowałem, mniej więcej bo nie patrzyłem na zegarek. Na początku byłem trochę wydygany, mgła i te sprawy
widać zresztą po tętnie
Potem zwolniłem i nieco uspokoiłem skołatane nerwy, mijały mnie 4 auta, zaciągałem kaptur ale w okolicy raczej wszyscy znają się na tyle, że poznali by się o pierwszej w nocy mijając się na drodze
Po 4km dobiegł do mnie brat z naprzeciwka (wracał z KSW w "lokalu", zawróciłem i dobiegłem do 6km, po czym nastąpiły przebieżki. 6 razy po 20-25s nieco mocniejszego biegu, przerwy w marszu do hr ~120. Na koniec 800m marszu już bez rejestracji.





















