Tydzień V
Dzień 2
Treniol:
Trening domowy (AiB) w wersji x 4 - myślałam, że się skicham, jeszcze dzisiaj mam pierwszy dzień @. Ale po ostatniej serii gdzie sobie dołożyłam małe conieco dostałam jakiegoś kopa i jeszcze skakałam na skakance 20 minut (mimo że miałam zamiar dzisiaj olać aeroby) i do tego stretching 20 minut - czuję się jak Król Lew
Pompki od dziś robię na wąsko (ramiona i stopy) bo ostatnie to jakies paralityki robiłam chyba na odczepnego.
Sprawa miski:
Czuję jak cudownie puszczają mnie już macki PMS-owej węglowodanomanii :) To jakaś machneria, co miesiąc to samo, we wszystkich innych dziedzinach życia jestem nieprzewidywalna A W TEJ A JAKŻE!
Co prawda dzień na maksa rozbity jeżdżeniem, pracą, tysiącem spotkań ale spoko jakoś dało radę wybrnąć z tego. Trochę gouda z Holandii mnie przyssała ale cudem udało się zbilansować. Inna sprawa, że dopiero wieczorem mnie olśniło, że ser żółty TO JEST NABIAŁ heheh. Na co dzień nie jem żółtego sera raczej więc już truuuuuuuudno.
Śniadanko czyli omlet w wersji mikro dzisiaj.. Zabrałam się za robienie go na szybko przed wyjsciem z domu, pytając córki czy tez chce na co usłyszałam to co zwykle: "nieeee, plackie, bleee". Zaczęłam przyrządzać więc moje pyszne śniadanko i tuz przed popisowym podrzutem patelnią uświadomiłam sobie ze mam na sobie już ciuchy wyjściowe, ulubiony żakiet i jak mi dżyzgnie na niego (a szanse były spore przy moim farcie) to się wścieknę. Wobec tego skupiłam się maksymalnie aby odsunąć korpus jak najdalej patelni trzymanej w ręce (nie wiem czemu nie wpadłam aby użyć pokrywki, ale mniejsza z tym) i tak się tym odsuwaniem przejęłam że po podrzucie złapałam tylko...1/3 omleta, reszta spadła na ziemie ;((( Wkurzona na maksa wyrzuciłam szczątki, nałożyłam sobie to moje żałośnie niewielkie śniadanko na talerz po czym wyłoniła się u mego boku mała czupryna z wesołym okrzykiem: "co to? ładnie pachnie dzisiaj ten placek, jednak chcę!". Możecie sobie moi nieliczni czytelnicy owego pamiętnika wyobrazić mój nastój przy stole
warzywa w misce: baby szpinak, sałata lodowa, ogór,
suple: wszystko się skończyło, nawet wheya ostatnia miareczka została, w weekend robię zapasy
picie: dwie kawy z mlekiem 2% (umiarkowana ilość), herbata z pokrzywy, woda ok 1,5l
Zmieniony przez - aaricia w dniu 2013-04-24 23:25:14
Zmieniony przez - aaricia w dniu 2013-04-24 23:27:04