Dobra, jakoś ogarnęłam dziennik z siłowni ;) Ćwiczyłam też na takich maszynach na powietrze, czy coś, że obciążenie się ukazywało na wyświetlaczu i był cyrk z wyświetlaczami.
Jeszcze do tego było (już idę spać i nie miałam siły szukać): odwodzenie rąk na maszynie(zgięte w łokciu), obciążenie 10kg (20x), na takiej suwnicy
przysiady ze sztangą 20x, siedzę i ciągnę ciężar 20kg na takiej taśmie aż do leżenia (też 20x) i po dwie serie po 20x z hantelkami 3kg takie unoszenie rąk w górę bokiem i unoszenie rąk do przodu. Ogółem może chaotycznie troszkę wyszły te moje ćwiczonka, ale to był mój pierwszy raz na siłowni większej niż szkolna i chciałam pooglądać do czego co jest, a i ćwiczenia robiłam wg tego co pisało przy danej maszynie na takim plakacie z napakowanym gościem :)
Nie mam pojęcia, czy zrobiłam dużo, czy mało, czy średnio, dziś się dobrze czuję, ładnie się rozgrzałam przed tym i porozciągałam, póki co nic mnie nie boli, ale przeczuwam zakwasy jutro :P Kolega z którym poszłam, żeby było raźniej się zmachał po godzince, wszystko go bolało, drżały mu ręce i później tylko marudził, żeby iść.
Dzisiejsze menu:
Przywitałam się dziś z chlebem bezglutenowym na zakwasie z mąki ryżowej (mama przy okazji pieczenia chleba upiekła też dla mnie). Smakuje...... oryginalnie. Z siemieniem lnianym.
Sprawozdanie ze wczoraj: jadłam skromnie (rozwijamy nie tylko ciało ale i ducha :P) i 2h jjmma.
Dzisiaj się na siłowni ważyłam i wyszło mi 64,5kg. Ale nie jestem pewna, czy to wahania, czy jakieś efekty.