Witajcie! Mój problem jest dość typowy -
wystający brzuch. Ale okoliczności są chyba niezbyt typowe, więc proszę o radę. Przez długie lata ważyłam ok. 48kg przy 163cm i nie miałam problemu z brzuchem, bo składałam się ze skóry i kości. Rok temu przytyłam do 50kg i w końcu mam prawidłową wagę :) tylko że te 2kg chyba w całości znalazły się w tłuszczu na brzuchu :( Nawet rodzina, która całe życie powtarzała, że jestem szkieletem i muszę przytyć, teraz zwraca mi uwagę, że mam wystający brzuch!
Moja aktywność fizyczna:
1. ok. 4 razy w tygodniu po 250 półbrzuszków - różne rodzaje, których nauczyłam się na aerobiku
2. ok. 2 razy w tygodniu 1h marszobiegu po nierównym terenie
3. ok. raz w tygodniu dłuższy spacer górski
Na brzuchu efekty widać, ale tylko jak go wciągnę :|
Przeczytałam na forum, że same ćwiczenia niewiele pomogą i potrzebna jest dieta. Ale czy to dotyczy osoby, która jest ledwie-ledwie nad granicą niedowagi? Zresztą staram się odżywiać zdrowo. Na porządku dziennym mam surówki, sałatki, warzywa na parze, ryby czy jogurt naturalny z musli. Coś śmieciowego też czasem zjem, czy napiję się coli, ale nie codziennie.
Poradzicie mi coś? Jest dla mnie jakiś inny ratunek niż niedowaga?