Zarzuciłem pół saszetki (niebiesko-szara, z logo DY) NP. Ważę 85kg, mam dosyć długi staż treningowy i "odżywkowy", ale z produktów opartych o AAKG, cytrulinę, acetyl-tyrozynę itp. "pumpy" próbowałem w życiu chyba tylko dwóch wynalazków sprzed prawie dekady. Dopóki na mnie działają, staram się oszczędzać i wszystkie te mezomorfy, horspałery i ekspandy zostawiam sobie na kiedyś. Ale ostatnio gość w odżywkowni wcisnął mi saszetkę tego Doriana, powiedział, że na starcie zabija, później ożywia i później znów zabija, i mam dziabnąć tylko połówkę. No to posłuchałem i tak zrobiłem. Ok. pół h przed treningiem FBW. Bajki o motywacji i napaleniu na siłkę, to nie dla mnie. Jak mi się nie chce, to mi się nie chce. Na pewne stadium lenistwa hodowanego przez całe życie nie zadziałają żadne proszki. Owszem, jest jakieś pobudzenie, odmulenie mózgu, ale niekoniecznie ukierunkowuje się to u mnie na chęć pójścia akurat na siłownię, a nie gdzie indziej :) Aha, co do tego aspektu - ktoś pisał o niepokoju - potwierdzam, w niewielkim stopniu coś takiego odczułem, ale to nie problem. Chodziło mi o lepszą wydolność na treningu. I jeśli na to patrzeć, to ok - te pół saszetki podało tak jak miało podać. Siła była, dłuższe serie, krótsze
przerwy między seriami. Po zasadniczym treningu mogłem jeszcze. Co do pompy, to trudno mi powiedzieć. W moim przypadku tak jest, że aby mnie spięło, potrzebuję min. 6 serii roboczych na jedną partię. W tym schemacie, który teraz walę mam tych serii od 2-4, po 6-12 powtórzeń i dosyć długie przerwy, więc pompy nie odczułem.
Sumując, polecam ten produkt... tym, których stać. Mnie nie stać. Chciałem spróbować, ot co. Jak mam 300 stówki do wydania na suple, to nie wydam 2/3 z tego na stacka pre-workout. Wolę kupić za to bielsko, gainerce, jakieś aminy i kretkę (ale też bez wynalazków typu ethyl ester). A jak pójdę na trening z kolegą, który na mnie krzyczy, to mam lepszą mobilizację za darmo.