Fajny temat i fajnie napisane.
A co powiecie na to?
Nigdy nic nie ćwiczyłem, trochę chodziłem po górach, w coś tam się pograło ale nieregularnie, nic szczególnego.
Kiedy miałem 32 lata i moja żona urodziła drugie dziecko to po porodzie zapisała się na fitness żeby dojść do formy. Zanim poszła pierwszy raz to się rozchorowała i nie była w stanie pójść. Wygnała wiec mnie ze niby to „ mnie by się też przydało no i zebym zobaczył jak jest”. [
No i poszedłem. I jak wszedłem na siłownie tak zaraz wyszedłem. Co ja tam mam robić z tymi ludźmi?!!
A później powiedziałem sobie: no bez jaj, chociaż spróbuj pajacu.
Chodzę 1,5 roku – regularnie.
Regularnie w moim pojęciu.
Chodzę 2x w tygodniu. Tyle mogę bo pracuję dużo, do późna, moja żona też chodzi 2x w tygodniu na fitness (też !!!) no a mamy dzieci. Trzeci dzień „dopakowuję” w domu (najcześciej nogi, czasem dokładam
biceps, triceps, barki) w dni jak żona idzie na fitness. Jak mam wolne to latam nawet 4x w tygodniu na siłkę.
Rezultami nie będę się chwalił bo co można mieć za rezultaty rozpoczynjac z najniższego poziomu i w tym wieku. Nie będę sobie robił obciachu. Wazne ze ja jestem zadowolony – jak sobie przypomne początek to teraz to jestem kozak.
A czemu chodzę? A bo ja wiem? Pewnie po trochu po to co wszycy napisali. Jednego tylko nie znalazłem. Ja przez to walczę ze stresem. Dwa razy w tygodniu dwie godziny NIE MYŚLĘ O PRACY!!! To mi ładuje baterie. A na drugi dzień jak siedzę w pracy przy kompie to jeszcze czuję resztki „pompy” z wczorajszego treningu na klatę. I to jest fajne.
I właśnie z hyba z tego względu nie wyobrazam sobie teraz przestać ćwiczyć. Teraz mogę tylko żałować: CZEMU TAK PÓŹNO, CZEMU WCZESNIEJ NA TO NIE WPADŁEM?