Dni 115-133 (31.07-18.08.19) po operacji
Od piątku 02.08 byłem na urlopie do 16.08. Pierwszy tydzień urlopu byłem w Ustce. Warunki bardzo dobre do wyciszenia się, świetna trasa do spacerowania i obcowania z przyrodą do Orzechowa. Niestety od początku prześladowały mnie różne dolegliwości: zapalenie zatoki szczękowej, ból i przekrwienie oka po tej samej stronie. Jakby tego było mało rozciąłem sobie dziąsło po tej samej stronie. Więc przez większość pobytu byłem rozbity. Mimo to dużo chodziłem i średnio robiłem dziennie 25 000 kroków oraz pływałem w morzu.
Dopiero w ostatnich dniach urlopu przestawiłem się psychicznie w tryb odpoczynku i w niedzielę czułem się już gotowy (przynajmniej fizycznie) do powrotu do pracy.
Byłem na kąpielach solankowo-siarczkowych w Solcu-Zdrój koło Buska-Zdroju. Są tam baseny lecznicze i rekreacyjne w tym kilka na zewnątrz. Jedyną wadą jest tłok tworzony głównie przez ludzi starszych. Woda jest wysoko-zmineralizowana w większości basenów w tym w jednym bardzo wysoko - woda jest żółta i pachnie siarką. Warto odnotować, że nie jest chlorowana dzięki czemu nie wdychamy toksycznego chloroformu.
Kąpiele takie są pomocne w chorobach skóry (działanie miejscowe) oraz mają pozytywny wpływ na choroby reumatyczne, układu oddechowego, alergie etc.
Jeśli chodzi o biodro to pojawił się nowy objaw: kilka razy miałem incydent polegający na tym, że staw zablokował się przy próbie rotacji. Taka twarda blokada, której pokonanie wywoływało uczucie jakbym miał coś złamać. Kiedy ta blokada była to nie mogłem też wykonać kroku na wysoki stopień więc może to gruszkowaty lub inny z mięśni rotatorów.
Zacząłem stosować agresywniejsze mobilizację operowanego biodra (m. in. z jogi) co przełożyło się na poprawę komfortu zgięcia i teraz mogę już swobodnie siedzieć w głębokim przysiadzie.
Przy rehabilitacji zawsze ważne jest żeby odróżnić akceptowalny dyskomfort, który musi wystąpić żeby zaszła adaptacja i progres od bólu zwiastującego coś złego. Wiele osób zaprzestaje ćwiczeń lub w nich nie progresuje, gdy tylko pojawia się dyskomfort co przekłada się na brak postępów w rehabilitacji.
Nad morzem treningów nie było w ogóle poza jakimś porannym rozruchem na plaży czy zabawą na siłowni pod chmurką. Po powrocie zrobiłem jeden FBW i poza tym ze 3 treningi mobilizacyjno-aktywacyjne. Aktywności było oczywiście cały czas dużo: chodzenie, pływanie, rower. Kilka razy wybrałem się na grzyby i trafiłem wtedy na węża.
Nie jestem pewien czy to zaskroniec czy żmija. Zwierzę niepokojąco syczało.
Nad morzem obiady gotowałem sam bo wynająłem mieszkanie.
posiłek wszystko mający: mieszanka płatków, orzechy nerkowca i włoskie, fasola czerwona, rodzynki, banany, masło orzechowe, kakao, cynamon, mleko
Generalnie było 4-5 posiłków dziennie w tym po powrocie jeden owocowy, gdyż wykorzystywałem to, że rodzice mają działkę i jest teraz szczyt sezonu. A więc na taki posiłek wpadały: śliwki, borówki, jeżyny, maliny, jabłka.
Śniadania jadłem codziennie i po powrocie wszystkie posiłki były już zbilansowane. Częstsze i zbilansowane posiłki (w tym rezygnacja z niejedzenia śniadań lub śniadań białkowo-tłuszczowych na rzecz zbilansowanych) były podyktowane sprawdzeniem czy obniżeniu to u mnie poziom stresu/kortyzolu i faktycznie w ostatnich dniach zacząłem głębiej spać.
~2800 kcal dziennie
Suplementację uprościłem do dwóch porcji:
1. d3+k2, wit. c, omega-3, sylimarol, czosnek
2. magnez i czasami ashwagandha
chlorella w odstępie od pozostałych suplementów
zioła liposomalne na lyme 3x 30-40 kropli+ Nano CBD 2x 4 dawki
2 x dziennie odwar z Ku-shen i rdestowca
wieczorem olejek lawendowy i miętowy
Zmieniony przez - 4mass w dniu 2019-08-19 13:07:14




























