Siema
Żyję se dalej, waga jako tako się utrzymuje, choć przez ostatnią zimę wleciało trochę niechcianych kilogramów (~5) ze względu na totalny brak aktywności i złe nawyki, co zacząłem znowu niwelować pod koniec zimy i znowu jest na akceptowalnym przeze mnie poziomie (czyt. klata dalej niż brzuch

)
Dzisiaj w pracy mieliśmy kolejne
zawody w wyciskaniu na klatę i zrobiłem sobie z ciekawości zestawienie jak moje wyniki na zawodach kształtowały się od początku mojej przygody z siłownią - generalnie za każdym razem troszkę lepiej, powoli do przodu, bez jakichś spektakularnych przyrostów siły. Po ostatnich zawodach w maju 2013 był to praktycznie ostatni raz, kiedy miałem w ręce gryf w tamtym roku, więc powrót w lutym/marcu 2014 był bardzo przygnębiający jeśli chodzi o spadki w BP/MC/SQ. No ale jak się nie ćwiczy, to tak to już jest...
Treningi głównie bazują na tym co wyniosłem ze współpracy z Koniem - głównie sztanga/hantle i FBW, a do tego lubię je przeplatać z kettlem 20kg. Niby w pracy otwarli nową lepszą większą siłownię, ale i tak z żadnych maszyn nie korzystam - tylko gryf+podłoga, ławeczka i klatka + kwadrans-dwa aero po treningu siłowym na orbitreku.
Podniebienie się trochę rozbestwiło, więc jest coraz mniej piersi z kurczaka, która wypierana jest coraz częściej przez ryby, polędwiczki wieprzowe i steki z rostbefu/antrykotu, a poza tym cały czas kombinuję ze smakami bawiąc się ogromną ilością przypraw, dodatków, sosów, past, ziół oraz buszując po blogach kulinarnych próbując modyfikować znajdowane przepisy na wersje bardziej fit (albo tak jak idzie - od czasu do czasu przecież nie zaszkodzi wpieprzyć to przysłowiowe golono w piwie albo chleb ze smalcem

)
No to tyle, do następnego razu, cześć!
