Trening 24 marca, siłownia 6:30-7:30:
-
najszerszy grzbietu na maszynie 4 serie
- MC 4 serie
- wiosłowanie w opadzie podchwytem 4 serie po 10
- ściąganie wyciągu do karku szeroko 4 serie
- wiosłowanie hantlą w oparciu o ławkę 1 ręką 2 serie
- dipsy 4 serie
- zarzuty siłowe 4 serie
Nareszcie "ruszyłem" plecy. Na następny dzień czułem okolice łopatek.
25 marca,, dom:
Doprawiłem jeszcze w domu ćwiczeniami na drążku. Opuszczałem się w seriach ale niestety nie zrobiłem zamierzonej ilości i to nie przez plecy ale dłonie. Strasznie zaczęły mnie boleć zgrubienia na chwycie dłoni, piekło niesamowicie. Mam potliwe ręce i od kilku miesięcy ćwiczę z ciężarami w rękawiczkach i chyba właśnie zacząłem za te ułatwienie płacić. Muszę poprawić chwyt bo oprócz bólu czuję też, że na drążku brakuje mi po prostu siły chwytu.
26 marca, siłownia 6:20-7:30:
- wyciskanie sztangi na płaskiej, rozgrzewkowa z gryfem i 2 serie z obciążeniem
- rozpiętki z progresją na płaskiej
- wznosy ramion w bok 4 serie
- wznosy barków z przodu 4 serie
- arnoldki 4 serie
- face pull 4 serie
- wznosy ramion w opadzie 3 serie
- spięcia na ławce rzymskiej 4 serie
- zarzut sztangi z wyciskaniem do góry 3 serie
Przyjechałem 10 minut wcześniej niż zwykle i zwiększyłem ilość ćwiczeń. Moje wcześniejsze narzekania na nieskuteczność spięć brzucha upadły w konfrontacji z ławką rzymską. Co innego spięcia na macie a co innego na ławce głową w dół z zablokowanymi nogami. Zamierzam kontynuować
Chyba rozbiję ćwiczenia barków na 2 dni. W poniedziałki plecy-triceps-tył barków a w środę klatka-barki przód-barki bok. Piątek zostanie na nogi-biceps-przedramiona. Brzuch w czwartki w domu i na siłce też któregoś dnia się pewnie trafi.
Po południu bieg 6,3 km zrobiony w 42 minuty w lesie. Wracałam po ciemku.
Na dzisiaj planuję abwheel w domu i opuszczenie na drążku na tyle, na ile dłonie pozwolą.