Cześć Wam.
Długo zastanawiałem się na jakim forum napisać z prośbą o radę, ale, jak zwykle zresztą, zwyciężyło przekonanie, że jak trwoga to do sportowców ;) Mianowicie, mam taki problem, że nic mi się nie chce. Haha, ale to nie to, że lenistwo. Wstaję codziennie o trzeciej rano, pracuję do około 18. Pracuję fizycznie chciałbym nadmienić. Nie chodzi mi tylko o siłownie, ale, że w tym specjalizuje się to forum, to pod tym kątem przedstawię problem. Zresztą sport odgrywa tutaj dużą rolę. Jestem okropnie ospały, ale nie, niedospany. Po prostu brak mi energii. Teoretycznie mam motywację, chcę mi się i w ogóle, ale jak przyjdzie co do czego to wolę godzinę zmarnować oglądając durne obrazki w internecie niż zrobić coś pożytecznego. Trenowałem bardzo systematycznie przez rok, później zrobiłem sobie 4-miesięczną przerwę. Znowu wróciłem do treningu, wtedy ogólnorozwojowego, i jakoś tak wyszło, że przestałem na kolejne dwa. Niestety treningi nie zdążyły mi wejść w nawyk i teraz je tak męczę. Pociesza mnie jedynie maksyma, że lepiej zrobić jakikolwiek trening niż żaden (choć i na to coraz sceptyczniej zaczynam patrzeć). Gdybyście tylko wiedzieli jak mi się nie chce zrobić tego treningu to z litości byście mi go oszczędzili
Ale to nie tylko chodzi, jak już mówiłem wyżej, o siłownie, a chyba o wszystko(nawet nie chce mi się dupy ruszyć na piwo do kumpla) Macie jakieś pomysły? Jakieś witaminy, prochy rozweselające czy coś? ;) Może wystarczy zmiana nastawienia? A jeśli tak, to jak to zrobić? Dzisiaj np. skończyłem o 16.30, obiecałem sobie trening o 17. W tej chwili jest 18.30, a ja nadal tkwię przed monitorem. Oczywiście pójdę ćwiczyć, tego jestem pewien (moja zasada nr 1. - nie rób trzy dniowych przerw), ale wcale bym się nie obraził jak za minutkę byłby koniec świata i oszczędziłby mi tego treningu, haha. Bardzo Was proszę o jakiekolwiek wsparcie, bo zrobił się ze mnie jakiś flak, a nie facet.
Dzięki i pozdrawiam!
Ps: Nawet kasza mi wystygła...
Długo zastanawiałem się na jakim forum napisać z prośbą o radę, ale, jak zwykle zresztą, zwyciężyło przekonanie, że jak trwoga to do sportowców ;) Mianowicie, mam taki problem, że nic mi się nie chce. Haha, ale to nie to, że lenistwo. Wstaję codziennie o trzeciej rano, pracuję do około 18. Pracuję fizycznie chciałbym nadmienić. Nie chodzi mi tylko o siłownie, ale, że w tym specjalizuje się to forum, to pod tym kątem przedstawię problem. Zresztą sport odgrywa tutaj dużą rolę. Jestem okropnie ospały, ale nie, niedospany. Po prostu brak mi energii. Teoretycznie mam motywację, chcę mi się i w ogóle, ale jak przyjdzie co do czego to wolę godzinę zmarnować oglądając durne obrazki w internecie niż zrobić coś pożytecznego. Trenowałem bardzo systematycznie przez rok, później zrobiłem sobie 4-miesięczną przerwę. Znowu wróciłem do treningu, wtedy ogólnorozwojowego, i jakoś tak wyszło, że przestałem na kolejne dwa. Niestety treningi nie zdążyły mi wejść w nawyk i teraz je tak męczę. Pociesza mnie jedynie maksyma, że lepiej zrobić jakikolwiek trening niż żaden (choć i na to coraz sceptyczniej zaczynam patrzeć). Gdybyście tylko wiedzieli jak mi się nie chce zrobić tego treningu to z litości byście mi go oszczędzili
Ale to nie tylko chodzi, jak już mówiłem wyżej, o siłownie, a chyba o wszystko(nawet nie chce mi się dupy ruszyć na piwo do kumpla) Macie jakieś pomysły? Jakieś witaminy, prochy rozweselające czy coś? ;) Może wystarczy zmiana nastawienia? A jeśli tak, to jak to zrobić? Dzisiaj np. skończyłem o 16.30, obiecałem sobie trening o 17. W tej chwili jest 18.30, a ja nadal tkwię przed monitorem. Oczywiście pójdę ćwiczyć, tego jestem pewien (moja zasada nr 1. - nie rób trzy dniowych przerw), ale wcale bym się nie obraził jak za minutkę byłby koniec świata i oszczędziłby mi tego treningu, haha. Bardzo Was proszę o jakiekolwiek wsparcie, bo zrobił się ze mnie jakiś flak, a nie facet.
Dzięki i pozdrawiam!
Ps: Nawet kasza mi wystygła...
Krzysztof Piekarz