Znamy wiele „smarowideł", które stosujemy lub stosowaliśmy gdy przytrafiła nam się kontuzja. Do najbardziej popularnych należą takie „smary", jak: Voltaren, Reparil, Hemaetoven, Profenid, Traumeel. Jednym pomogły innym nie. Proponuję łaskawszym okiem spojrzeć na Fastum. Kosztuje 16 złotych, a w Polsce został wprowadzony bodajże w 1996 roku. Najpierw testowano go na sportowcach, nawet był przez jakiś czas rozdawany za darmo przez pracowników apteki sportowej przy AWF w celu konsultacji w jak najszerszym gronie, potem został wprowadzony do powszechnego użytku. Okazało się, że - jak twierdzą pokrzywdzeni przez los - Fastum najdoskonalej leczy stany zapalne i regeneruje
uszkodzone ścięgna oraz stawy. Chemicznie jest to ketoprofenum, a więc jedna z odmian niesterydowych leków przeciwzapalnych, wytwarzana we Włoszech, a następnie zaadaptowana przez farmaceutyczną spółkę niemiecką, aby w końcu trafić do Polski. Ketoprofen w drażetkach jest znany w Polsce pod nazwą Ketonal lub Ketonal Forte. Jest to najtańszy lek przeciwzapalny bo kosztuje zaledwie 2,50 zł, a jego skuteczność jest porównywalna ze wszystkimi innymi lekami przeciwzapalnymi. Niektórzy użytkownicy twierdzą nawet, że ten tani lek przerasta skutecznością wszystkie inne. Oczywiście w sytuacjach podbramkowych stosujemy najpierw Fastum żel przez 5-7 dni (nigdy dłużej!), a dopiero gdyby okazało się, że trzeba zadziałać mocniej, stosujemy drażetki, znowu nie dłużej niż 4-5 dni. Należy tylko pamiętać, aby smarowanej kończyny nie wystawiać na słońce, bo będziemy mieli kłopoty natury alergicznej. Poza tym w zasadzie nie ma żadnych przeciwwskazań dla sportowców.
Nie można czynić postępów, trenując więcej niż potrzebuje tego organizm.