Sprawozdanie Kamila Umińskiego z M.Ś. w Grapplingu.
Do Krakowa wyruszyłem w piątek wczesnym świtem. W umiarkowanie przyjemnych warunkach, które zapewniła mi polska kolej około godziny 9 dojechałem do celu. W oczekiwaniu na mocne ogniwo FitMax Team-u Zybiego Tyszkę, rozprostowywałem nogi przez kilka godzin wydeptując ścieżki w galerii handlowej.
Wreszcie pojawili się Oni – Zybi, jego podopieczna Maria Jagienka Małyjasiak oraz miejscowy przewodnik Salim Tuahri. Po zameldowaniu się trenerowi Piotrowi Bagińskiemu, postanowiliśmy odpocząć i zrelaksować się przyjmując na głowę po około litrze kawy.
Jak dowiedziałem się na miejscu Salim tego wieczoru miał zakontraktowaną walkę MMA na gali Biggers Better odbywającej się w podkrakowskim Andrychowie. Po namowach reszty zespołu, nie mogłem odmówić wzięcia udziału w tym wydarzeniu. W godzinach popołudniowych ruszyliśmy do Andrychowa.
Salim nie dał dużych szans swojemu rywalowi, poddając go w pierwszej rundzie duszeniem zza pleców. Po zebraniu splendoru mogliśmy na spokojnie ruszyć do Skały, nastawiając się i koncentrując na sobotnich Mistrzostwach Świata w Grapplingu.
Gdy wyjechaliśmy z Andrychowa okazało się, że świat otacza gęsta mgła niczym z filmów Hitchcocka i dlatego dojazd na miejsce zajął nam ponad 2 godziny a podróż ta zapewniła niezapomniane emocje. Po dojeździe na miejsce okazało się, że mamy zapewnioną jeszcze krioterapię, ponieważ obiekt na który musieliśmy się dostać był zamknięty a temperatura powietrza była kilka stopni na minusie. Jednak po wykonaniu kilku telefonów udało nam się dostać do ośrodka. Po kolejnym zameldowaniu swej obecności trenerowi Bagińskiemu, odebraliśmy nasze zbroje tj. kostiumy kadry Polski. Po zalogowaniu się w pokojach i przyjęciu wieczornej dawki suplementów udaliśmy się w objęcia Morfeusza.
Sobota stała pod znakiem turnieju No-Gi. Poranek zaczęliśmy w iście bojowych nastrojach. Po konsumpcji zdrowego śniadania, zebraliśmy się na hale sportową by poddać się weryfikacji i kontroli medycznej. Każdy z nas przeszedł ją bez najmniejszych problemów i pozostało tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na wyczytanie nazwiska przez konferansjerkę.
Pierwszy boje rozpoczynał Zbyszek. W dwóch pierwszych walkach nie dał najmniejszych szans na rozwinięcie się swoim rywalom, szybko kończąc walki przez poddanie. W finale spotka się ze Szwedem Matsem Nilssonem, z którym już nieraz toczył boje na światowych matach.
Niestety dla Zybiego tym razem Mats odrobił pracę domową i skutecznie odpierał wszystkie ataki, ciułając przy tym punkty. Tym razem to ręka Szweda powędrowała w górę, po zakończonej walce. Szkoda, że stało się to akurat na Mistrzostwach Swiata, bo właśnie tylko tego tytułu brakuje Zbyszkowi w jego grapplingowej kolekcji medali. Wiem jednak, że ta porażka go wzmocni i będzie dzięki niej silniejszy.
Maria miała tylko jedną walkę. Nie oddała praktycznie ani milimetra pola swojej rywalce konsekwentnie ją miażdżąc. Dorzuciła do swoich trofeów kolejny złoty medal z Mistrzostw Świata w Grapplingu.
Ja natomiast zanim jeszcze wyszedłem na matę toczyłem boje w swojej głowie. Pierwszą walkę wygrałem przez poddanie z zawodnikiem z Kazachstanu. W kolejnym starciu, niestety uległem rosyjskiemu niedźwiedziowi Beltrgrieovi. Porażka jest tym bardziej dla mnie bolesna ponieważ przede wszystkim przegrałem sam ze sobą a dopiero później z moim przeciwnikiem. Niestety Rosjanin w następnej walce przegrał ze znanym mi dobrze Mikaelem Knutssonem ze Szwecji. W ten sposób zakończyły się dla mnie marzenia o medalu z Mistrzostw Świata. Jednak była szansa trochę odkupić swoje winy, gdyż na drugi dzień czekała mnie rywalizacja w Gi.
Po rozdaniu trofeów, Zybi ruszył na Kraków oblewać oranżadą srebrny medal, natomiast Maria i ja skupialiśmy się na niedzielnej rywalizacji. Niestety noc była dla mnie dosyć męcząca, ponieważ dopadła mnie gorączka a poza tym porażka w ostatniej walce nie dawała mi spokoju, gdyż rzeczy które robiłem w tej walce były dla mnie zupełnie nie do pojęcia. Jednak po jakimś czasie udało mi się zrelaksować i zasnąć.
Rano atmosfera była jak dla mnie dosyć napięta, gdyż poczułem na sobie presję, oraz pałałem wielką chęcią rewanżu. Po kontroli weryfikacji i kontroli medycznej, zacząłem się rozgrzewać i stopniowo wchodzić na coraz wyższe obroty. Pierwszej walki nie miałem, gdyż nieparzysta liczba zawodników w kategorii sprawiła, ze miałem wolny los. W oczekiwaniu na walkę widziałem ja Maria Jagienka rozprawiła, się ze swoja przeciwniczką i dołożyła do swojej kolekcji kolejny złoty medal.
Przyszedł wreszcie czas na moją walkę. Był to pojedynek z Ukraińskim mocnym judoką. Po dobrym początku, ponownie głowa zaczęła zawodzić, i znowu zacząłem w walce robić rzeczy, których nie robię na treningach. Niestety kosztowało mnie to utratę punktów. Jednak trener Bagiński zdecydował się oprotestować te punkty, gdyż jego zdaniem pozycja mojego oponenta nie była dość długo utrzymana. Niestety protest został odrzucony co zaowocowało dodaniem kolejnych punktów dla Ukraińca. W tym momencie do końca walki zostało 30 sekund i nie było już żadnych szans odrobić tej straty. Jedyna drogą do zwycięstwa było poddani rywala. Niewiele się zastanawiając, rzuciłem się do nogi swojego rywala i chciałem mu ją urwać. Odklepał w ostatniej chwili, gdyż byłem w takiej desperacji, ze nie odpuściłbym aż do złamania. Ta walka kosztowała mnie bardzo dużo energii.
Następne starcie miałem z czarnym pasem z Kazachstanu. Plan był prosty, skończyć walkę jak najszybciej, gdyż czułem, że mogę nie mieć siły szarpać się cały dystans walki. Od razu zaatakowałem nogę mojego rywala, jednak okazał się mięć twardy charakter i nie chciał klepać pomimo ekstremalnego układu swojej nogi. Postanowiłem go więc wypunktować, co mi się udało. Na koniec walki próbowałem jeszcze raz poddawać jednak znowu udało mu się uciec z zapiętej dźwigni. Starcie ostatecznie skończyło się wynikiem 6:0 na moją korzyść.
Kolejna walka to był finał z Serbem Ulsosem Culicem, aktualnym mistrzem Europy. Do walki wyszedłem skoncentrowany z nastawieniem bojowym. Od razu zająłem dogodną pozycję, z której próbowałem łapać jego nogę lub toczyć. Udało mi się złapać go w zastawione sidła i zdobyć punkty. Niestety z biegiem czasu zmęczenie dawało o sobie znać i na minutę przed końcem walki Culic zdołał odrobić stratę. Po czym zupełnie okopał się i stał się całkowicie pasywny absolutnie nie ryzykując straty kolejnych punktów. Było za mało czasu aby kolejny raz zapunktować. Według przepisów grapplingu, przy remisie punktowym, walkę wygrywa ten zawodnik, który ostatni zdobędzie punkty. Serb został mistrzem świata w grapplingu a ja musiałem zadowolić się jedynie srebrnym medalem. Ciężko mi pogodzić się z kolejną porażką na tej imprezie.
Teraz nastąpi dla mnie krótki okres roztrenowania. Mam czas na zaleczenie kontuzji, których nazbierało się trochę w ostatnim czasie. Będzie też chwila na przemyślenia i ułożenie kilku spraw oraz regenerację. Mam nadzieję, że z poniesionych porażek wyciągnę odpowiednie wnioski i pozwoli mi to stać się mocniejszym.
Przy okazji składam mały apel, że warto zwrócić uwagę na grappling, gdyż kolejny raz zwyciężyliśmy w klasyfikacji drużynowej zarówno w No-Gi jak i Gi. Prawdziwi kibice sportowi mogą mieć dużo radości wiedząc, że są sporty w których Polka jest potęgą. Oglądanie zawodników kadry Polski w akcji to prawdziwa przyjemność i sportowa uczta dla oczu.
Bardzo dziękuję całemu FitMax’owi za wsparcie. Dzięki waszym suplementom byłem w stanie bardzo ciężko trenować oraz lepiej się regenerować. Dzięki takim preparatom jak Flex Fit czy zestawy Amino łatwiej było mi przechodzić przez kolejne kontuzje. To nie było moje ostanie słowo. Do zobaczenia na macie.
Zmieniony przez - Sly-tech w dniu 2012-11-24 11:04:08