Daję radę puki co z ciastami, ale podjadam przez to jabłka, maliny i orzeszki ciągle.....rany nie umiem siedzieć przy stole pełnym słodkości i nei skubać czegoś...masakra jakaś:
Micha dzisiejsza :
śniadanie:
makrela wędzona, brokuł, jajko
obiad:
łosoś pieczony, ryż brązowy, kapusta pekińska, pomidor, ogórek
w międzyczasie pokusa masy pysznych ciast

ale zjadłam 2 jabłka, 2 kiwi, poskubałam orzechy nerkowca, brazylijskie i migdały ( chyba za duzo poskubałam)
w planach jeszcze:
sałatka (śledź, pomidor, por, dużo papryki słodkiej)
Trochę dietowo nie ogarniam, trudno ilości określić, trudno wybrać coś dla siebie jak nie ty gotujesz. No nic, byle trzymać się zasad, przeliczać będę od wtorku znów ładnie...
Poza dietową masakrą, był rowerek z rodzicami, 4 godzinki , połowa szybko po asfalcie, polowa spokojnie po piaszczystym lesie, więc była walka z piaskiem
