Mam chwilę czasu więc chciałbym podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami z dziedziny sportowych absurdów,a szczególnie kulturystyki którą że tak powiem "uprawiałem" przez jakiś czas a która i teraz nie jest mi obca choć w nieco zmienionej formie.Obejrzałem ostatnio krótki wywiad z Waldkiem N. legendą polskiej kulturystyki,weteranem żelaznego sportu,który-odniosłem wrażenie chyba nawet w ostatnią podróż zabierze ze sobą hantle, zestaw odżywek i suplementów.Nie zaszokowała mnie jego wysoka forma mimo sędziwego wieku ani to że został radnym bodajże miasta Ostrołęki (?) ani to że uważa że dieta białkowa jest zdrowa dla każdego a produkty i przetwory mleczarskie bardziej wartościowe niż przed laty :).Nie to zwróciło moją uwagę ale to ile i jak wiele poświęca ten człowiek i setki jemu podobnych by osiągnąć upragniony wygląd a wszystko w imię czego ? kilku minut chwały na scenie ? kolejnego pucharu lub medalu których podobno ma już kilka worków ? Kiedy jeszcze w przypadku pan Waldka jestem w stanie częściowo zrozumieć tą całą prace i poświęcenie,bo to jest zawodowiec,to jego praca,on coś z tego ma,mimo iż jak sam podkreśla więcej się "wkłada" niż zyskuje samymi startami,to już w przypadku setek innych młodych ludzi trudno mi zrozumieć czemu celowo decydują się na taki rodzaj niewolnictwa.No bo jak inaczej nazwać tak skrupulatne i podporządkowane organizowanie sobie życia w jednym kierunku-zmiany wyglądu,zmiany według jakiegoś dziwnego,wykreowanego przez media wzorca,który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością a jego prawdziwym celem jest napędzanie machiny zwanej-handel...Kiedy wystarczy zrobić rzecz prostą człowiek czasami wymyśli coś by utrudnić sobie życie.I tak dzieje się chyba z kulturystyką na przestrzeni lat.Zamiast cieszyć się radością trenowania w wolnych chwilach ludzie tworzą skomplikowane plany i systemy treningowe,zamiast cieszyć się tym co mają wiecznie porównują się z tymi co mają "lepiej"-cokolwiek to znaczy.Kiedy można cieszyć się jedzeniem czerpiąc zeń to co potrzebne wybierają zestaw pigułek i kurze cyce bez przypraw.Ja osobiście nazywam to sztucznym tworzeniem szczęścia kiedy ono czeka tuż za rogiem,wystarczy się obejrzeć za siebie i przypomnieć sobie jak to było kiedy zaczynaliśmy zabawę ze sportem,czy to na placu zabaw,czy też w piwnicznej siłowni lub szkolnym boisku a może podczas pierwszej dłuższej przygody rowerowej lub kajakowej.W każdym bądź razie wszędzie tam gdzie nie musieliśmy za wszelką cenę coś osiągać a liczyła się zabawa i ruch...
pozdrawiam - sowini
pozdrawiam - sowini


