Cześć, witam wszystkich.
Od około roku jestem na redukcji (przeplatana z okresami kilkudniowych/tygodniowych przerw od liczenia kcal i generalnie siłowni czy to w okres wakacyjny, czy podczas innych wyjazdów, dlatego trwa to tyle czasu, nie trzymałem deficytu dzień w dzień przez rok).
Zaczynałem z wagą około 89kg, w okolicach 22-25% body fat.
Teraz, na dzień dzisiejszy, waga wykazuje 79,5-80,5kg, udało mi się zrzucić więc około 9-10 kilogramów. Planowo, miałem ciągnąć redukcje do poziomu 11-12% tkanki tłuszczowej, (z obliczeń mi wyszło, że będzie to poziom mniej więcej 78-79kg na wadze), a następnie ruszyć z masą.
Już dziś widzę sporą poprawę w sylwetce tj. bardzo dobra widoczność i waskularyzacja żył na codzień, wyraźna separacja ramion, cienka i napięta skóra na plecach, ramionach, klatce oraz nogach wskazywały by na niższy poziom tłuszczu, jedyne z czym mam ogromny problem, to zrzucenie fatu z brzucha (wiem że tam u wielu mężczyzn schodzi tłuszcz jako ostatni, a ja dodatkowo od zawsze miałem tam "fałdkę" - możliwe że genetycznie, bo nawet gdy byłem nietrenującym, chudziutkim szczypiorkiem, mimo kościstej budowy ciała miałem odłożony tam tłuszcz,, plus przyznaje się - zawsze olewałem trening brzucha, sądząc że same wielostawy wystarczą).
Pomimo, że nie doszedłem jeszcze do wyznaczonego celu (11-12%) to jednak od dłuższego czasu męczy mnie redukcja, i chciałbym prosić was o poradę, czy poziom BF jest już na tyle wystarczający, żeby móc przejść na delikatną nadwyżkę.
Nie odczuwam bardzo głodu, zmęczenia czy coś, a po prostu denerwuje i męczy mnie brak progresu na siłowni, a wręcz spadek wszystkiego - siły, chęci czy motywacji. Wstając rano, czuje się wypłaszczony, jakbym nigdy nie był na siłowni. Nie wiem czy mam na tyle mięśni, żeby był sens kosztem hormonów, mięśni czy psychiki ciągnąć redukcje kolejne tygodnie, by na siłę odsłaniać brzuch czy zbijać dodatkowo wagę o ten 1,2 czy 3% body fat.
Dodam, że nie zależy mi na plażowej sylwetce, czy sześciopaku prosto z amerykańskich filmów, a masę planuję robić delikatną, a nie świńską nadwyżkę, do bezpiecznej granicy dajmy na to 18-19% body fat. Chciałbym po prostu załapać nowego mięsa,poprawić siłę, nabić się, żeby po pierwsze - odpocząć, dać impuls, a po drugie - żeby podczas następnej redukcji bylo co odsłaniać.
Poniżej wstawiam wam zdjęcia, z zieloną gwiazdką sprzed redukcji, a w komentarzu, żeby się nie pomieszały obecne zdjęcia, robione mniej wiecej w okresie tego tygodnia.

Od około roku jestem na redukcji (przeplatana z okresami kilkudniowych/tygodniowych przerw od liczenia kcal i generalnie siłowni czy to w okres wakacyjny, czy podczas innych wyjazdów, dlatego trwa to tyle czasu, nie trzymałem deficytu dzień w dzień przez rok).
Zaczynałem z wagą około 89kg, w okolicach 22-25% body fat.
Teraz, na dzień dzisiejszy, waga wykazuje 79,5-80,5kg, udało mi się zrzucić więc około 9-10 kilogramów. Planowo, miałem ciągnąć redukcje do poziomu 11-12% tkanki tłuszczowej, (z obliczeń mi wyszło, że będzie to poziom mniej więcej 78-79kg na wadze), a następnie ruszyć z masą.
Już dziś widzę sporą poprawę w sylwetce tj. bardzo dobra widoczność i waskularyzacja żył na codzień, wyraźna separacja ramion, cienka i napięta skóra na plecach, ramionach, klatce oraz nogach wskazywały by na niższy poziom tłuszczu, jedyne z czym mam ogromny problem, to zrzucenie fatu z brzucha (wiem że tam u wielu mężczyzn schodzi tłuszcz jako ostatni, a ja dodatkowo od zawsze miałem tam "fałdkę" - możliwe że genetycznie, bo nawet gdy byłem nietrenującym, chudziutkim szczypiorkiem, mimo kościstej budowy ciała miałem odłożony tam tłuszcz,, plus przyznaje się - zawsze olewałem trening brzucha, sądząc że same wielostawy wystarczą).
Pomimo, że nie doszedłem jeszcze do wyznaczonego celu (11-12%) to jednak od dłuższego czasu męczy mnie redukcja, i chciałbym prosić was o poradę, czy poziom BF jest już na tyle wystarczający, żeby móc przejść na delikatną nadwyżkę.
Nie odczuwam bardzo głodu, zmęczenia czy coś, a po prostu denerwuje i męczy mnie brak progresu na siłowni, a wręcz spadek wszystkiego - siły, chęci czy motywacji. Wstając rano, czuje się wypłaszczony, jakbym nigdy nie był na siłowni. Nie wiem czy mam na tyle mięśni, żeby był sens kosztem hormonów, mięśni czy psychiki ciągnąć redukcje kolejne tygodnie, by na siłę odsłaniać brzuch czy zbijać dodatkowo wagę o ten 1,2 czy 3% body fat.
Dodam, że nie zależy mi na plażowej sylwetce, czy sześciopaku prosto z amerykańskich filmów, a masę planuję robić delikatną, a nie świńską nadwyżkę, do bezpiecznej granicy dajmy na to 18-19% body fat. Chciałbym po prostu załapać nowego mięsa,poprawić siłę, nabić się, żeby po pierwsze - odpocząć, dać impuls, a po drugie - żeby podczas następnej redukcji bylo co odsłaniać.
Poniżej wstawiam wam zdjęcia, z zieloną gwiazdką sprzed redukcji, a w komentarzu, żeby się nie pomieszały obecne zdjęcia, robione mniej wiecej w okresie tego tygodnia.

Krzysztof Piekarz




