Witam,
11_dni bez treningu nie wiem, jak to zrobiłem, ale stało się ;)
Poprzedni tydzień miał być ambitny pod względem treningowym i obowiązków domowych, (szybkie malowanie pokoju pod nieobecność rodziny).
Niestety, influenza uderzyła w nocy z poniedziałku na wtorek, bez ostrzeżenia, nawet wieczorem jeszcze z Johnnie z Red Labela wychyliłem puchara ;) by się zagrzać do boju wtorkowego, a tu taka niespodzianka.
Sponiewierało mnie przez cały wtorek, gorączka 39, ale szanowna Pani zadarła z niewłaściwą osobą i po 24 h odeszła w niebyt (mocne ładowania vitaminami), ale co namieszała to jej.
Osłabienie było odczuwalne jeszcze ze dwa dni, więc wysiłek odpuściłem w środę i czwartek.
W piątek miałem wrócić do
treningów i prac domowych (zaległe malowanie), to dostałem zapalenia spojówek, najprawdopodobniej z klimatyzacji w miejscu pracy, wygląd nieciekawy (zapuchnięte oczy), jak po fight club w dyskoncie na promocji i uczucie piasku pod powiekami.
Kolejne dni:(sobota, niedziela), minęły na leżeniu z wacikami na oczach i ładowaniu vitamin.
Poniedziałek techniczny, wyjazdowy do sanatorium po seniora rodu, więc z treningu nici, we wtorek postawiłem na sztukę, wszak Życie Sztuką Jest, w związku z Dniem Nauczyciela, córa występowała na scenie młodzieżowego teatru, przed nauczycielami, więc tatusia nie mogło zabraknąć ;)
Podsumowując na dzisiaj, jestem jak: (gen.Jaruzelski z pewnego kawału z lat dziecięcych), siedzę w kuchni i walczę o pokój ;)_ ale trening zrobiony;)