Witam.
Jako, że nie wiem jak to wszystko działa na siłowni, nie mam nikogo, kto by mi pomógł w postaci pomocy w ćwiczeniach czy objaśnieniu wszystkiego i nie umiem sobie ułożyć diety, a co więcej nie jestem pewien czy będę się jej mógł w 100% trzymać przyszła mi na myśl mała głodówka, by zrzucić przynajmniej trochę tłuszczu. Nie jestem jednak pewien, czy na lepsze nie wyszłoby mi bieganie, jako, że głodówka skutkuje osłabieniem organizmu. Z tego powodu chciałem tutaj zapytać jak to zrobić z głową i za co się zabrać. W tej chwili przy 188 cm wzrostu ważę 92 kg i jak najbardziej na te 92 kg wyglądam. Na brzuchu mam oponkę, a moje uda są wręcz wypakowane tłuszczem, nie mówiąc już o łydkach. Myślałem najpierw o po prostu "obcięciu" kalorii do ok. 1000-800 dziennie, lecz przy siedzącym trybie życia mało to zmieniło po tygodniu. Pseudo głodówka wg. własnego "widzi mi się" na kolejne parę dni, czyt. jeszcze większe "obcięcie" spożywanych kalorii jedynie pogorszyło moje samopoczucie.
Przechodząc więc do sedna sprawy mam parę pytań:
-Ile kilogramów pozwala zrzucić dobrze przeprowadzona, ok. 2 tygodniowa głodówka?
-Jak taką głodówkę dobrze przeprowadzić?
-Czy na lepsze wyjdzie mi uskutecznianie owej głodówki, czy znalezienie sobie jakiegoś miejsca do biegania?
-Które z tych dwóch pozwoli mi przynajmniej zrzucić/spalić oponkę na brzuchu razem ze zbędnym tłuszczem z ud i łydek w jakimś krótkim czasie i jaki byłby to czas?
-Jak musiałyby wyglądać sesje biegania, by cokolwiek dobrego wnosiły do organizmu?
-Jak rozplanować dobrze sesje biegów w tygodniu, by nie zamęczyć mięśni po długim czasie niewychodzenia z domu?
-Co jeść biegając?
Z góry przepraszam za bardzo nietypowy temat - chciałem wypytać o to kogoś, kto się na tym zna i będzie wiedział o czym mówi.
Z góry przepraszam też za nieścisłości - jeśli brak czegokolwiek potrzebnego do sformułowania dobrej odpowiedzi, proszę mówić, dorzucę.
Informuję też, że nie oczekuję cudów, czyt. przejścia od wyglądu hipopotama do chuderlaka w miesiąc, chciałbym tylko nie musieć wstydzić się pokazać innym ludziom.
Jako, że nie wiem jak to wszystko działa na siłowni, nie mam nikogo, kto by mi pomógł w postaci pomocy w ćwiczeniach czy objaśnieniu wszystkiego i nie umiem sobie ułożyć diety, a co więcej nie jestem pewien czy będę się jej mógł w 100% trzymać przyszła mi na myśl mała głodówka, by zrzucić przynajmniej trochę tłuszczu. Nie jestem jednak pewien, czy na lepsze nie wyszłoby mi bieganie, jako, że głodówka skutkuje osłabieniem organizmu. Z tego powodu chciałem tutaj zapytać jak to zrobić z głową i za co się zabrać. W tej chwili przy 188 cm wzrostu ważę 92 kg i jak najbardziej na te 92 kg wyglądam. Na brzuchu mam oponkę, a moje uda są wręcz wypakowane tłuszczem, nie mówiąc już o łydkach. Myślałem najpierw o po prostu "obcięciu" kalorii do ok. 1000-800 dziennie, lecz przy siedzącym trybie życia mało to zmieniło po tygodniu. Pseudo głodówka wg. własnego "widzi mi się" na kolejne parę dni, czyt. jeszcze większe "obcięcie" spożywanych kalorii jedynie pogorszyło moje samopoczucie.
Przechodząc więc do sedna sprawy mam parę pytań:
-Ile kilogramów pozwala zrzucić dobrze przeprowadzona, ok. 2 tygodniowa głodówka?
-Jak taką głodówkę dobrze przeprowadzić?
-Czy na lepsze wyjdzie mi uskutecznianie owej głodówki, czy znalezienie sobie jakiegoś miejsca do biegania?
-Które z tych dwóch pozwoli mi przynajmniej zrzucić/spalić oponkę na brzuchu razem ze zbędnym tłuszczem z ud i łydek w jakimś krótkim czasie i jaki byłby to czas?
-Jak musiałyby wyglądać sesje biegania, by cokolwiek dobrego wnosiły do organizmu?
-Jak rozplanować dobrze sesje biegów w tygodniu, by nie zamęczyć mięśni po długim czasie niewychodzenia z domu?
-Co jeść biegając?
Z góry przepraszam za bardzo nietypowy temat - chciałem wypytać o to kogoś, kto się na tym zna i będzie wiedział o czym mówi.
Z góry przepraszam też za nieścisłości - jeśli brak czegokolwiek potrzebnego do sformułowania dobrej odpowiedzi, proszę mówić, dorzucę.
Informuję też, że nie oczekuję cudów, czyt. przejścia od wyglądu hipopotama do chuderlaka w miesiąc, chciałbym tylko nie musieć wstydzić się pokazać innym ludziom.
Krzysztof Piekarz


