W ogóle to jest tak, że 90% planów treningowych jest z dupy. Ludzie dzielą ciało na partie, gdzie za partię robi biceps i nogi. Szkoda tylko, że biceps jest odpowiednikiem mięśnia dwugłowego uda. Triceps = czworogłowy uda. Mięśnie pośladkowe nie mają dokładnego odpowiednika, ale dodajmy do nich ITB, przywodziciele, brzuch i możemy zestawić je z całymi barkami, klatką, najszerszymi i czworobocznymi, gdyż większość funkcji jest podobna. Stabilizatory, rotatory, łydki i przedramiona już sobie darujmy.
Co nam wyszło? Ano, że funkcjonalnie biceps, triceps, barki, klatka, czworobok, najszerszy = dwójki, czwórki, pośladki, przywodziciele, brzuch, ITB. Wypadało by, żeby obie strony równania zostały przećwiczone w takiej samej objętości. A co mamy w planach, nawet u teoretycznie zaawansowanych? Na lewą stronę równania poświęcone 3-4 dni treningowe, 50-100 serii, wyszukane ćwiczenia pod różnymi kątami, dzielenie pojedynczych mięśni na głowy. A prawa strona równania załatwiona kilkunastoma seriami w jeden dzień, czasem w półtora, jeśli przy plecach ktoś robi martwe. Nie dziwmy się zatem, że jest tyle tematów o urazach, kontuzjach i przeciążeniach wynikających z pogłębiających się dysproporcji.
Lekarstwo na ten stan? Oczywiście plany góra dół, lub inne odmiany splitu, gdzie ciało jest dzielone pod kątem FUNKCJI, a nie partii mięśniowych. Jak ktoś chce mieć każdą funkcję raz w tygodniu to nic prostszego: push góra, pull dół, pull góra, push dół. Inaczej? Proszę bardzo: squat, push, pull, lunge/walk.
Wystarczy otworzyć atlas anatomiczny i użyć głowy, żeby nie tworzyć takich bzdur jak więcej serii na malutkie
mięśnie piersiowe niż na całą dolą połowę ciała.