Co sądzicie o obliczaniu zapotrzebowania kcal i makroskładników na kg suchej, odtłuszczonej masy ciała, tak jak to robią przeważnie zawodowcy (np. Evan Centopani)? Czy taka metoda nie jest właściwsza, jeśli chodzi np. o ochronę przed zalewaniem i oponką na brzuchu, czy raczej należy zostawić to profesjonalistom?
Piszę w kontekście diety masowej. Częstym bowiem problemem jest to, że na takiej diecie pojawia się efekt przybierania tkanki tłuszczowej, często bardzo intensywnie, po drugie chyba faktem jest, że większość białek/ww/tłuszczy z zapotrzebowania, organizm początkującego po prostu nie przyswoi. Sam mam taki problem, że pomimo tego iż jestem szczupły, trening jest intensywny i sprawdza się, to po czasie rośnie mi oponka. Stąd moje pytanie czy taka metoda, choć powolniejsza zapewne w efektach przybierania masy (choć lepszej jakościowo), nie sprawdziłaby się lepiej?
Piszę w kontekście diety masowej. Częstym bowiem problemem jest to, że na takiej diecie pojawia się efekt przybierania tkanki tłuszczowej, często bardzo intensywnie, po drugie chyba faktem jest, że większość białek/ww/tłuszczy z zapotrzebowania, organizm początkującego po prostu nie przyswoi. Sam mam taki problem, że pomimo tego iż jestem szczupły, trening jest intensywny i sprawdza się, to po czasie rośnie mi oponka. Stąd moje pytanie czy taka metoda, choć powolniejsza zapewne w efektach przybierania masy (choć lepszej jakościowo), nie sprawdziłaby się lepiej?
The only easy day... was yesterday!
Krzysztof Piekarz



