Kulturystyka toczy się po równi pochyłej ku przepaści. Weider wprowadził nakoksowanych gości na scenę, przyzwyczaił publikę do monstrów, a teraz publika chce ich oglądać bo doznała szoku, gdy ich zobaczyła. Śmieszna jest więc niekonsekwencja i wprowadzenie testów antydopingowych w późniejszym okresie. W ten sposób swego czasu zaczęto dyskwalifikować za koks, odkryto karty, pokazując, że dzieje się w kulturystyce coś złego. Idea naturalnej kulturystyki jest piękna, ale poza ówczesnymi zawodami. Komercja woli przepakowane monstra, bez patrzenia na fakt, co będzie się z nimi działo na starość. Ludzie to mają w dupie. chcą zobaczyć monstrum tu i teraz, a co się z nim będzie działo za 20 lat, to ich sprawa. Jednak ówczesne monstra to akceptują - świadomie czy nie - nie mnie oceniać. Fakt jest jednak pewny (na starość odbije się to na ich zdrowiu - przerośnięte od koksu wnętrzności nie ucieszą się z tego powodu). W pogoni za wzrostem ucieka się od normalności ku przesadzie. Mięśnie rosną na boki a sylwetka ma cały czas ten sam wzrost. Tworzą się dysproporcje rzucające się w oczy i nie akceptowalne dla większości kobiet na świecie - a to jakiś wyznacznik normalności, która się podoba. Stojący u zarania kulturystyki wzór sylwetki uwieczniony w rzeźbach greckich bogów zaczął się wypaczać. W obecnej formie kulturystyka zmierza donikąd. Setki środków farmakologicznych wprowadzając zamęt w głowach początkujących adeptów kulturystyki, a komercja miesza im w głowach sprzedając informacje, że jak zjedzą to czy tamto to urosną. Zapomina się o podstawach zdrowej diety okraszonej białkiem i ciężkim umotywowanym treningu. Mięśnie składają się z białka, a w ówczesnych środkach jest już nie tylko białko (bo to byłoby zbyt proste) ale i jakaś ciężka do określenia dawka chemii, mająca namówić adeptów do zakupu, o której w dawniejszych latach nikt nawet nie słyszał. Zapomina się o podstawach - białku i ciężkim treningu, a skupia się uwagę na tych wszystkich wynalazkach i środkach chemicznych.Kulturystyka została wręcz nimi zalana i zaczyna się tylko z nimi kojarzyć.
Doszło do tego, że w dzisiejszym wyścigu do podium
Mr Olympia liczą się tylko ci, którzy wydają miesięcznie 6000 USD na chemię i odżywki. Nie każdego na to stać.
Słowo Mr Olympia odnosi się od Olimpu, tego samego do którego nawiązuje słowo Olimpiada. A jednak Kulturystyki na olimpiadzie nie chcą pomimo starań Weidera. Wcale mnie to nie dziwi przez pryzmat tego, o czym wspomniałem powyżej. Sylwetki ówczesnych kulturystów nie są czysto wypracowane i wcale nie nawiązują do sylwetek greckich bogów, ale raczej do sylwetek wynaturzonych nakoksowanych monstrów. A to się większości nie podoba.
Może warto urzeczywistniać idee kulturystyki naturalnej, nie ścigać się z koksojadami? Najważniejsza w kulturystyce jest wizualizacja, walka z ciężarem na siłowni, świadomość, że dało się z siebie wszystko i obserwowanie jak zmienia się nasza sylwetka w naturalny sposób. Może i nie każdemu się to podoba. Najważniejsza jest jednak świadomość - świadomy wybór ścieżki:
- nakoksowane komercyjne monstrum
czy też
- atletycznie, ale naturalnie wyglądający facet z proporcjami greckich herosów ( zaleta - i to się podoba kobietom :) ).