W końcu Pudzi złapał kontakt z rzeczywistością. Buńczuczne zapowiedzi zdominowania MMA zastąpiły skromne: "co wywalczę, to moje". Widać, że w USA zrozumiał, o co chodzi w tym sporcie i dlaczego mistrzem świata nie zostanie i czym różni się MMA od Tańca z Gwiazdami.
Tak informacyjnie, dorobek Pudzilli:
1-0 zwycięstwo nad człowiekiem, który zebrał łomot od boksera bez nerki oraz od kulturysty
2-0 wymęczone przy gigantycznej pomocy sędziów zwycięstwo nad japońskim fighterem czwartego sortu
2-1 lanie od emeryta UFC (przy okazji powstała nowa technika: samoobalenie)
3-1 zwycięstwo nad własnym promotorem-inwalidą
3-2 lanie od kelnera, który na kilkanaście sekund upuszcza gardę wystawiając się jak dziecko na ciosy
4-2 zwycięstwo nad schorowanym emerytem, który klepie zanim jeszcze otrzyma cios
W międzyczasie była walka, która "się nie odbyła"
W tym kontekście propozycje walki z Bazelakami, Nojmanami, czy Koksami mają całkowite uzasadnienie. Przynajmniej będą emocje, bo na sportowe widowisko z udziałem Pudzilli liczyć nie można.
Odnośnie gali - jak na polskie warunki nie było źle. Efektowne
KO Khalidova, świetny duch walki zaprezentowany przez Materlę. Dobrze się to oglądało. Cieszy zapowiedź Mameda o możliwości walk w UFC. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale...
Ciekaw jestem, jak długo KSW będzie brnęło w formule 2x5min. Gdy KSW było turniejem i zawodnik miał do rozegrania kilka walk jednego wieczoru, miało to uzasadnienie. Natomiast teraz to całkowite nieporozumienie. Ile byśmy stracili emocji, gdyby walka Materli skończyła się po 2-giej rundzie...