Faktycznie nogi miałem jak patyki i na dobrą sprawę trwało to prawie do 2005 roku, zanim się nie otrząsnąłem uświadamiając sobie jak duże mam dysproporcje pomiędzy górnymi partiami mięśniowymi a dołem.
Na plaży w slipkach wyglądało to tragicznie i zarazem komicznie, wszystko przez traktowanie treningu nóg po macoszemu.Było tak że trenowałem je rzadko, a jak już je trenowałem to zazwyczaj wykonując 2/3 ćwiczenia po treningu barków.
Od 7 lat nogi są moim najwyższym priorytetem,nie pamiętam abym opuścił choć jeden
trening nóg.Uwielbiam znęcać się nad nimi w trakcie treningów, duża objętość i ciężkie złożone ćwiczenia to jest to co mimo morderczego zmęczenia sprawia mi ogromną satysfakcje.
Przez pot i łzy do celu
Zmieniony przez - GISZMAN w dniu 2011-08-28 19:48:47