Dziś robiłem trening nóg, standardowo 5 serii przysiadów , 4 razy prostowanie nóg na maszynie w superserii z uginaniem nóg leżąc i do tego zrobiłem łydki na maszynie Smitha ...
niby nic niezwykłego
i wtedy ...
spojrzałem na suwnice...
stwierdziłem, czemu nie , dawno na niej nic nie robiłem, więc się położę, zrobiłem pierwszą serię - rozgrzewkową 140 kg na 18 razy, pompa masakryczna, pomyślałem o ****a za***iście
więc dołożyłem na 160 kilo i zrobiłem 12 ruchów, później 180 na 7 i umarłem
nigdy nie miałem tak napizganych nóg...
zastanawiam się nad jednym skoro przysiady na mnie tak nie działają, to może suwnica jest lepszym cwiczeniem ??
jestem ciekaw Waszych opinii
Gdzie jest Bóg, chyba na urlopie, na niego też mieli kartotekę w UOP-ie
Krzysztof Piekarz
kiedy ćwiczyłem splitem, to robiłem suwnicę po przysiadach i było to rzeczywiście fajne uczucie; moim, podkreślam moim, być możenie nie dość megahardkorowego użytkownika siłowni zdaniem, robienie przysiadów do granic możliwości grozi kontuzjami, więc lepiej chyba do końca dobijać się np. wspomnianą suwnicą; ja mam taki moment w czasie robienia przysiadów, kiedy czuję, że nogi mi drżą w czasie ruchu w górę i wtedy odstawiam ciężar, bo oczami wyobraźni widzę wektory sił działających na moje cherlawe kolana javascript: test('
');
