Panowie i drogie Panie,
Twierdzenie, że jakikolwiek typ treningu może zapewnić zwycięstwo nawet z nie ćwiczącym przeciwnikiem „na ulicy” jest błędne. Mówią trening czyni mistrza, to prawda tylko do pewnego stopnia. Można trenować całe lata, z wielkim zapałem itd. kata/układy walki/walkę z cieniem/cokolwiek tam chcecie. Można dojść do poziomu bardzo bliskiego perfekcji, ale tylko w tym co się ćwiczyło. Jeżeli tym co nas zawsze kręciło (i to co zawsze robiliśmy) były walki typu MMA to szanse na tzw. ulicy wzrastają, a jeżeli np. szachy, no cóż zależy.
Trzeba pamiętać o tym, że w walce takiej „serio serio” równe szanse prawie nigdy nie istnieją. Kolejną rzeczą, o której się często zapomina to jest to, że umiejętności techniczne bardzo rzadko decydują o sukcesie.
W ramach konkluzji: to co decyduje o sukcesie na ringu jak słusznie powtarza Cavior to ma się nijak do sukcesu na ulicy. Dlatego jestem gotów udowodnić, że grający w szachy w miarę wysportowany może tyle samo, jeśli nie więcej podczas konfrontacji „na ulicy”.
Założenia mamy. Gdzie? Na zewnątrz „mityczna ulica rządząca się swoimi prawami”. Kto? My mityczny Belfegor walczący z archnemezis (nie Chimerą) tylko MITYCZNYM DRESEM. Koniec głupot, jeszcze w ich ramach powiem co o tym ja myślę. Ja skromny student z dość ograniczonym doświadczeniem (18 lat na Pradze południe na ulicy Mińskiej codziennie nic nie znaczy ;D).
To co ja bym obstawiał jako czynniki decydujące to: FART. Nic do tłumaczenia. Czasem można mieć farta, czasem nie. Najlepiej jest jak „oni” farta nie mają a „my” mamy.
PSYCHIKA obu stron. Są ludzie, którzy mogliby się urodzić prosto na arenie. Są też tacy, którzy nie mają tego „czegoś” wrodzonego (np. ja nie mam). Pod wpływem stresu, a to jest stres, nam normalnym ludziom pocą się ręce, wcale nie myślimy o napie_rdoleniu wszystkiego co stoi na dwóch nogach. I najchętniej chcielibyśmy być w domu. Z browarkiem, czy colą ;D oglądając meczyk. Nie mówię, że gros ludzi to mięczaki. Nie, nie. Tylko gros ludzi, to ludzie ucywilizowani. To ludzie o bardzo głęboko ukrytych instynktach (np. zabijania). Co do psyche ;D drugiej strony, czyli naszego adwersarza (liczba mnoga najbardziej odpowiednia). Pokrótce, im bliżej jemu do „****a” tym łatwiej dla nas wyperswadować mu „niecny zamiar”.
PERCEPCJA i SPRYT. Jak idziesz ulicą to oczy i uszy otwarte. Non stop. Trzeba pamiętać, że „ch_uje” są jak stado wilków. Nie zaatakują czujnego kolesia wracającego z „lekkiego treningu” aikido. Zaatakują wtedy gdy uznają, że warunki są najbardziej sprzyjające. Primo jak się nażresz przed wyjściem z domu. Secundo jak wyjdziesz na strasznym kacu, czy innej chorobie. Primo Ultimo

(jak wyjdziesz na kacu, nażarty i jeszcze nocą). Więc jak rzecze Sun Tzu „nie wychodź ****a z domu po libacji i podwójnej pepperoni”. Percepcja, poza tym jest ważna, żeby moment odpowiedni sobie uświadomić. Pamiętajcie „oni” często postępują jak zwierzęta. Czyli dają pewne werbalne (a jakże ;) sygnały.
Nikt pijany nie jest poważnym przeciwnikiem. Pijany pan Stefan czyhający na marne dwa złote rzadko kiedy będzie atakować. Szczególnie jak za dwa złote możemy to piwo kupić i konflikt zażegnać.
Nigdy (prawie) nie spotkamy się ze szlachetnym przeciwnikiem. Nie powie nam nikt. „Waść mnie obraził śmiertelnie. Stawaj na ubitą ziemię”. „No kur_wa way” nie ma takiej opcji. „Je_b w ryj” to może być pierwsza oznaka wrogości i to w najlepszym razie (można dostać w jajka jeszcze, albo w ryj i w jajka, albo w tył głowy/skroń).
Nie wiem czy zauważyliście, że często, wręcz bardzo często zachodzi taka sytuacja, że pierwszym słowem czy zdaniem (w zależności od potrzeby i elokwencji) jest „cześć stary pożycz mi swoją komórkę”. Szczytem cwaniactwa jest właśnie ten zabieg. Właśnie to powoduje, że nie wiemy jak się zachować. Nie ma czystego komunikatu. Walić/uciekać/Poddać się/ pogadać/itd.itp. Co wybrać, w chwili tej nie wiadomo. Sytuacja jak z Windowsa. W tym czasie mózg dresa funkcjonuje na zasadzie znacznie prostszej - binarnej => Walić/Przestać walić bo trzeba spie_rdalać. Zanim więc my zakwalifikujemy sytuację jako „Bijemy” to może być już za późno.
Na sam koniec TECHNIKA. Czy załatwicie kolesi jak Steven Segal, czy jak Chuck Norris, czy nawet jak sam Harry Potter. Nie ma to znaczenia. Ważny jest efekt.
Szachista też może. Mówię wam, wystarczy tylko odpowiednie nastawienie.
To tyle co mi do głowy przychodzi. Może całkiem niepotrzebnie, może nie.
Na poważnie proszę tego nie brać, bo może zaszkodzić.
PS. wyq’a proszę o sprostowania nie molestować, bom zajęty jest i pewnie nie odpiszę. Choćbym chciał.
PPS. Chciałbym zauważyć a’propos tematu. To AIKIDO (PUA, czy AIKIKAI) uczy chyba najwięcej poza dyskusyjną techniką. Mówię o samej sztuce. O gotowości do walki. I takich tam.