Witam!
Ze sporem mam niewiele wspólnego, w zasadzie dotąd prowadziłem dość siedzący tryb życia, co sprawiło, że chciałbym poprawić kondycję.
Niestety zauważyłem, że dostaję strasznych zakwasów (może to skurcze - odczuwam to jak zwykłe, ale b. mocne zakwasy...) podczas biegania. Nawet idąc/wracając ze szkoły mnie łapią (10 minut drogi). Co to może być? Czytałem różne artykuły na ten temat i podobno przyczyna nie jest ustalona, ale BARDZO mi to przeszkadza w treningach, bo przy szybkim marszu (6 km/h) łydki zaczynają piec, a później boleć zupełnie jak przy zakwasach. Po ok. 3-4 minutach marszu bolą już tak, że ciężko jest dotrwać do dziesiątej minuty...
Czym może to być spowodowane? Nogi mam raczej w dobrej kondycji, bo mimo, że czas spędzam głównie przed komputerem - coraz częściej korzystam z bieżni w domu, w zeszłym roku biegałem przez kilka miesięcy i nigdy nie miałem takich problemów.
Najgorsze jest to, że nawet przedwczoraj nie miałem tego problemu. Czasem jest tak, że przez tydzień wszystko jest ok, w kolejnym łydki przy biegu/ruchu strasznie bolą i potem znów ok, co mnie nieco dezorientuje, bo zakwasy powinny pojawić się po jakimś konkretnym wysiłku (i tak dotąd było) a tutaj ni z gruszki ni z pietruszki.
Czy to możliwe, że to problem z krążeniem (ciśnienie i puls mam w normie, chociaż zauważyłem, że to pierwsze jest raczej wysokie, ok. 135/90). Może - co bardziej prawdopodobne - to wynik braku jakichś witamin itp.? Może jakieś ćwiczenia na rozciąganie łydek pomogą?
Mam 18 lat i nigdy poważnie nie chorowałem, nie byłem w szpitalu itp.
Dzięki za pomoc i pozdrawiam!
Ze sporem mam niewiele wspólnego, w zasadzie dotąd prowadziłem dość siedzący tryb życia, co sprawiło, że chciałbym poprawić kondycję.
Niestety zauważyłem, że dostaję strasznych zakwasów (może to skurcze - odczuwam to jak zwykłe, ale b. mocne zakwasy...) podczas biegania. Nawet idąc/wracając ze szkoły mnie łapią (10 minut drogi). Co to może być? Czytałem różne artykuły na ten temat i podobno przyczyna nie jest ustalona, ale BARDZO mi to przeszkadza w treningach, bo przy szybkim marszu (6 km/h) łydki zaczynają piec, a później boleć zupełnie jak przy zakwasach. Po ok. 3-4 minutach marszu bolą już tak, że ciężko jest dotrwać do dziesiątej minuty...
Czym może to być spowodowane? Nogi mam raczej w dobrej kondycji, bo mimo, że czas spędzam głównie przed komputerem - coraz częściej korzystam z bieżni w domu, w zeszłym roku biegałem przez kilka miesięcy i nigdy nie miałem takich problemów.
Najgorsze jest to, że nawet przedwczoraj nie miałem tego problemu. Czasem jest tak, że przez tydzień wszystko jest ok, w kolejnym łydki przy biegu/ruchu strasznie bolą i potem znów ok, co mnie nieco dezorientuje, bo zakwasy powinny pojawić się po jakimś konkretnym wysiłku (i tak dotąd było) a tutaj ni z gruszki ni z pietruszki.
Czy to możliwe, że to problem z krążeniem (ciśnienie i puls mam w normie, chociaż zauważyłem, że to pierwsze jest raczej wysokie, ok. 135/90). Może - co bardziej prawdopodobne - to wynik braku jakichś witamin itp.? Może jakieś ćwiczenia na rozciąganie łydek pomogą?
Mam 18 lat i nigdy poważnie nie chorowałem, nie byłem w szpitalu itp.
Dzięki za pomoc i pozdrawiam!
Krzysztof Piekarz