W piątek bieganie na bieżni w domu, w sobotę wolne a dzisiaj Bieg Marchewkowy 10,5km.
Najpierw biegi dla dzieci. Niestety alejka w parku po której biegali była bardzo wąska i na starcie działy się dantejskie sceny - przepychanie, wywrotki i deptanie. Młoda zarobiła kolejną konkretną dziurę w kolanie ale mimo to ukończyła bieg. Tydzień temu na starcie też zaliczyła glebę, ale tam była trawa więc luz.
Później bieg rodzinny 1km, zajęliśmy 17 miejsce na 32 drużyny więc dobry wynik jak na to, że biegła z nami niespełna 6 latka 😁 Jeszcze znajomych dorosłych wyprzedziła na ostatnim podbiegu.
Później biegi dla dorosłych, mąż 5km a ja 10km. Zaskoczona jestem bo bardzo dobrze mi się biegło. Dawno nie startowałam, dawno nie biegłam szybko i dawno nie robiłam dystansów powyżej 10km więc podeszłam do biegu ostrożnie. Udało mi się przez 8km trzymać tętno w górnej s3, tuż pod progiem mleczanowym i to co mnie zaskoczyło to fakt, że biegło mi się naprawdę dobrze, bez umierania i z zapasem. Spodziewałam się raczej że nie dam rady trzymać tak wysokiego tętna tyle czasu. Ostatnie 2,5km już mocniej, powyżej progu LT w s4 i tu już zrobiło się ciężko. Wyprzedziłam 3 dziewczyny więc była motywacja żeby to trzymać do końca. Ostatni odcinek to podbieg do mety i nawet dobre tempo wyszło pod górę. Ostatecznie czas 55:32 co dalo 48 miejsce na 103 startujących i 11 miejsce na 32 kobiety. Czas poniżej godziny więc wstydu nie ma, ale jest niedosyt bo wyszło tempo średnie 5:20 a jednak chciałabym bliżej 5:00. Za rok muszę ten czas poprawić. Trasa praktycznie cała po asfalcie, przewagą płaskiego ale kilka podbiegów było.
Na koniec udało nam się wylosować voucher do lodziarni więc dzieci szczęśliwe 😉
