Wilków się boję, chociaż podobno same uciekają, dzików też się boję a najgorsze są bezpańskie psy. Na Podkarpaciu są też niedźwiedzie, tam gdzie teściowie mieszkają to nie słyszałam, ale kilkanaście kilometrów dalej w lesie nad Sanem są tablice ostrzegawcze bo podobno jakoś tam mieszka.
Wtorek
Trening siłowy w domu, ćwiczenia na górę.
Środa
Bieżnia w domu. Zdziwiłam się jak zobaczyłam w planie znowu mocny trening podbiegów, bo tyle co w poniedziałek zrobiłam mocny trening. Niestety nie zdążyłam się porządnie zregenerować po poniedziałku i nie miałam siły biec pod górę. Pierwszy odcinek próbowałam mocniej biec, a kolejne dwa już raczej w tlenie.
Czwartek
Trening na sali OCR, głównie przeszkody, sanki i ćwiczenia na nogi.
Piątek
Wg planu wolne.
Sobota
W planie kolejny mocny trening biegowy. W moim odczuciu za dużo tych mocnych treningów (w tym tygodniu 3, praktyczne co drugi dzień). Zupełnie nie mam siły ani ochoty na bieganie. Spróbuję trening zrobić jutro. Po czwartku bolą mnie też ręce, plecy I barki więc trening góry odpada, nogi zajechane podbiegami także dołu też nie poćwiczę
Przyznam, że odkąd mam bieżnie w domu, czuje ogromną różnice między bieganiem po płaskim a bieganiem w terenie. Zupełnie inny wymiar wysiłku. Nigdy nie byłam w stanie biegać w terenie na tętnie poniżej 140, dopiero bieżnia mi umożliwiła takie spokojne treningi. Nigdy też nie traktowałam biegów spokojnych w terenie jako mocnych treningów, a jednak podbiegi, nawet w tlenie to element siłowy i taki trening jest bardziej obciążający niż bieganie po płaskim. Płaskiego w okolicy nie mam, jedynie bieżnia 10-15 minut jazdy autem, więc tych okazji do płaskiego biegania zwykle nie miałam.
I na koniec jeszcze rozkmina

Zastanawiam się już od jakiegoś czasu na zawieszaniem na jakiś czas współpracy z trenerem, a może nawet nad zmianą trenera. Ogólnie jestem zadowolona z zasad współpracy, duży plus za treningi rozpisywane z tygodnia na tydzień, z uwzględnieniem w który dzień mogę wykonać dany trening. Kontakt z trenerem też na bieżąco. Jednak same metody treningu na obecnym etapie mi nie pasują. Trener należy do tych, którzy uważają że regeneracja jest przereklamowana i trzeba ciężko pracować żeby mieć efekty. Rzeczywiście cała grupa Hyroxowa trenuje naprawdę ciężko, ja ich podziwiam że łączą ciężkie hyroxowe treningi z mocnym bieganiem. Efekty też mają super, cały czas progres. Także jak widać takie podejście się sprawdza, ale mam wrażenie że nie w moim przypadku. Nie jestem w stanie zrobić 3 mocnych treningów biegowych w tygodniu. Cały czas czuję, że regeneracja kuleje, szczególnie po tych mocnych jednostkach. Zazwyczaj jestem ciągle zmęczona, wieczorem zasypiam na stojąco a rano ledwo wstaję. Badania robiłam, wszystko ok, nawet żelazo i ferrytyna ładnie się podniosły. Jak jest luźniejszy treningowo tydzień to samopoczucia zupełnie inne. A jak mam sporo ciężkich treningów to ledwo żyję. Dodatkowo przeczytałam kilka książek o bieganiu, m.in Skarżyńskiego, Danielsa, Kiliana, Friela i wiele innych i każdy podkreśla rolę regeneracji i spokojnych biegów. Większość nie zaleca więcej niż 2 mocne treningi biegowe w tygodniu i to w odstępie co najmniej 48h a najlepiej 72h. Kilian w książce Pod górę skupią się głównie na bieganiu w tlenie. A ja robię dokładnie na odwrót. Śledzę też kilka profili biegowo-trenerskich na fb i niektórzy naprawdę ciekawe i mądre rzeczy opisują, np. na temat wpływu trybu życia na trening i regenerację. Na chwilę obecną mam ochotę trochę zluzować z treningami, przede wszystkim z intensywnością, bo czuję że nie wyrabiam. Co z tego że dam radę zrobić mocny trening jak później cały tydzień nie jestem w stanie trenować wg planu...