Mam wrażenie, że zostałem źle zrozumiany, co najmniej jakbym każdy weekend spędzał na pizzach, piwach i innych przyjemnościach tego świata ;) Takie wyjścia są sporadyczne, a i wówczas trzymam umiar, tak jak ktoś zauważył finalnie tygodniowy bilans wynosi -25% od zera kalorycznego, co i tak jest za nisko. Jasne, bardzo chętnie bym całkowicie zrezygnował z innych rzeczy poza tymi wynikającymi z diety, która sobie rozpisałem. Problem jest tylko taki, że ćwiczę amatorsko i wśród rodziny i znajomych niekoniecznie jest to zrozumiałe dlaczego miałbym rezygnować z obiadu u teściów lub sporadycznego wypicia piwa w gronie znajomych. Nie wiem, ale wydaje mi się, że na tym forum nie byłbym osamotniony z takimi dylematami, pewnie większość prowadzi jakieś tam życie towarzyskie. Taki prosty przykład: w ostatnią sobotę żona zapytała czy pójdziemy do restauracji, która została polecona przez jej koleżankę. I nie pójdę, bo mam swoją dietę? A przecież restauracja nie oferuje tego mam w swoim jadłospisie. Osobiście dziwnie bym się czuł, gdybym z tego powodu miał odmówić Oczywiście, że poszedłem żeby też tym samym sprawić radość żonie :) i obeszło się bez piwka, a danie które wybrałem było zbliżone do tego, które i tak planowałem spożyć ;) Pytanie tylko czy w takim przypadku weryfikować dietę i ewentualnie uzupełnić/odjąć kcal i makro z następnego dnia? Czy zostawić to i od następnego dnia iść zgodnie z planem?
Zmieniony przez - Satino4 w dniu 2021-11-10 14:51:40
Zmieniony przez - Satino4 w dniu 2021-11-10 14:51:40