Niedawno wróciłem z wędrówki po górach było dość ostro ale parę zaplanowanych wędrówek zostało zmienione i parę pozostało na następny wypad, w większości przez pogodę (ogromne ulewy, burze przez cały dzień). Niestety również straciłem telefon, który źle zabezpieczyłem i roztrzaskał się
Ogólnie przez 15 dni zrobione niecałe 300 km i przewyższeń w okolicach 10 km w górę i 10 km w dół. W tym jedna mocno wykańczająca 40-sto kilometrowa wędrówka z przewyższeniami ponad 2000 m w górę i 2000 m w dół. Dwie wędrówki również spore po około 30 km z przewyższeniami po mniej więcej 1500 m w górę i 1500 w dół i trzy wędrówki po 20 km z przewyższeniami w okolicy 1000 m w górę i 1000 m w dół. Reszta mniej wykańczających wędrówek od 15 km do 25 km w większości zwiedzanie polan, jaskiń, atrakcji, okolicznych miejscowości z przewyższeniami nie przekraczającymi 500 m w górę i 500 w dół. Znalazły się również 3 dni na regeneracje w okolicznych termach. Schroniska tylko przelotem na uzupełnienie wody i na jakieś żarło.
Nogi mocno dostały ale ramiona i ręce również zmęczone. Ścięgna i stawy po paru dniach dawały znać o sobie ale poszły w ruch maści i było ok ;p Ogólnie ostatnie przygotowania i ćwiczenia dały radę, nogi powiedzmy, że były przygotowane na taki wysiłek. Oprócz paru otarć, stłuczeń i spalonej przez słońce skóry wyszedłem bez szwanku ;) .
Wrócę do tematu ;) Mimo wcinania od 5000 do 7000 kcal dziennie, waga jak na razie spadła o niecały kilogram ale jestem jeszcze mocno opuchnięty i zapewne po paru dniach jeszcze trochę spadnie. W większości dieta oparta na niezdrowych węglach i tłuszczach. Białka niestety od 60 do 100 g dziennie oprócz dni regeneracyjnych w których białka weszło sporo. Co do wagi to tragedii nie ma, lecz okaże się po ćwiczeniach o ile spadła siła i co za tym idzie ile mięśnia zostało spalone. Pod koniec tygodnia przećwiczę górę, a nogom dam jeszcze odpocząć, niech ścięgna, stawy, mięśnie dojdą do siebie ;p
Wkleję jeszcze zdjęcie pewnego żarełka, które sobie upatrzyłem i w dniach spędzonych na regeneracji starałem się wcinać w okolicznym barze. Na zdjęciu nie widać ogromu ale kotlet jest zrobiony z 0,5 kg wołowiny i burger był naprawdę sporych rozmiarów
na uzupełnienie białeczka w sam raz :)

Ogólnie przez 15 dni zrobione niecałe 300 km i przewyższeń w okolicach 10 km w górę i 10 km w dół. W tym jedna mocno wykańczająca 40-sto kilometrowa wędrówka z przewyższeniami ponad 2000 m w górę i 2000 m w dół. Dwie wędrówki również spore po około 30 km z przewyższeniami po mniej więcej 1500 m w górę i 1500 w dół i trzy wędrówki po 20 km z przewyższeniami w okolicy 1000 m w górę i 1000 m w dół. Reszta mniej wykańczających wędrówek od 15 km do 25 km w większości zwiedzanie polan, jaskiń, atrakcji, okolicznych miejscowości z przewyższeniami nie przekraczającymi 500 m w górę i 500 w dół. Znalazły się również 3 dni na regeneracje w okolicznych termach. Schroniska tylko przelotem na uzupełnienie wody i na jakieś żarło.
Nogi mocno dostały ale ramiona i ręce również zmęczone. Ścięgna i stawy po paru dniach dawały znać o sobie ale poszły w ruch maści i było ok ;p Ogólnie ostatnie przygotowania i ćwiczenia dały radę, nogi powiedzmy, że były przygotowane na taki wysiłek. Oprócz paru otarć, stłuczeń i spalonej przez słońce skóry wyszedłem bez szwanku ;) .
Wrócę do tematu ;) Mimo wcinania od 5000 do 7000 kcal dziennie, waga jak na razie spadła o niecały kilogram ale jestem jeszcze mocno opuchnięty i zapewne po paru dniach jeszcze trochę spadnie. W większości dieta oparta na niezdrowych węglach i tłuszczach. Białka niestety od 60 do 100 g dziennie oprócz dni regeneracyjnych w których białka weszło sporo. Co do wagi to tragedii nie ma, lecz okaże się po ćwiczeniach o ile spadła siła i co za tym idzie ile mięśnia zostało spalone. Pod koniec tygodnia przećwiczę górę, a nogom dam jeszcze odpocząć, niech ścięgna, stawy, mięśnie dojdą do siebie ;p
Wkleję jeszcze zdjęcie pewnego żarełka, które sobie upatrzyłem i w dniach spędzonych na regeneracji starałem się wcinać w okolicznym barze. Na zdjęciu nie widać ogromu ale kotlet jest zrobiony z 0,5 kg wołowiny i burger był naprawdę sporych rozmiarów
na uzupełnienie białeczka w sam raz :)

Kacper



Praktycznie w każdym ćwiczeniu (oprócz paru wyjątków) w ogóle nie było szans i siły na wykonanie ostatniej serii z największym obciążeniem. Przedostatnia seria w danym ćwiczeniu ledwo wykonana. Nawet w niektórych ćwiczeniach przedostatnia seria, weszła ze zmniejszoną liczbą powtórzeń. Trening zacząłem z obciążeniem jak przed wypadem w góry i na zaczęciu się skończyło
od razu poczułem
(wieczny optymista) Można powiedzieć, że masówkę zaczynam od początku.



Po obliczeniu na oko kaloryki, wyszło od 3500 kcal do 
.
