tydzien temu byla krolowa MMA, nie przegrala w karierze ani jednej rundy, niemal wszystkie walki zakonczone w ciagu pierwszych 5 minut, a jej przeciwniczce niewielu dawalo jakiekolwiek szanse. minelo pare dni = "POWINNA ZMIENIC KLUB", "TRENER SIE NIE NADAJE".
jaram sie.
nie znosze jej, przy kazdej mozliwej okazji (np dzis wykrzyczalem to w centrum miasta) glosze, ze to nie Ronda tak dobra, tylko kobiece MMA tak...takie sobie. no ale i tak jest to zabawne.
co do slow trenera w przerwie, to tez pierwsza mysla bylo u mnie "WTF?". no ale nie znamy Rousey. moze uznali, ze lepiej powiedziec jej, ze bylo swietnie, zeby weszla w druga runde z nastawieniem "ok, moze jednak nie bylo tak zle, dalej robie swoje". moze jest niestabilna emocjonalnie i gdyby jej cos wytkneli, to wybieglaby z hali po drodze zakrywajac twarz kocykiem jak na lotnisku. trudno powiedziec.
czy bylo to sluszne? no pewnie nie. ale z drugiej strony nie kazdy moze liczyc na kogos,kto z naroznika krzyknie:
KO LA NA!!!.

podobnie nie ma co analizowac, co tez trener powiedzial po walce, bo to tez moze byc poczatek odbudowywania pewnosci siebie u zawodnika, do ktorego przekaz ma byc jasny: to byl wypadek przy pracy, nie jestes od Holm gorsza i to ty nastepnym razem wygrasz. juz pomijam fakt, ze do czesci ludzi taki przekaz trafi i latwiej nakrecic hype na ewentualny rewanz.
i tak dalej, i tym podobne.