Popularnym chwytem w tanich gainerach jest stosowanie sweet wheya który zawiera kilkadziesiąt gr laktozy. Powiedzmy, że ma 40% białka. Do tego sypiemy 10 gr maltodekstryny i fruktozy, ewentualnie innego "złożonego" ww. Dodajemy mieszankę mineralną, kreatynę (podbije ilość białka w badaniu metodą Kjeldahla) i enzymy trawienne, żeby jakość znieść te 30-40 gr laktozy.
W składzie wymienią: WPC (bez info o % ilości białka w surowcu), maltodekstryny, fruktoza, maltoza, bla bla bla. I nikt nie wie, że lepiej wypić sobie litr mleka pełnego o obniżonej zawartości tłuszczu po treningu niż takiego "gainera".
W składzie wymienią: WPC (bez info o % ilości białka w surowcu), maltodekstryny, fruktoza, maltoza, bla bla bla. I nikt nie wie, że lepiej wypić sobie litr mleka pełnego o obniżonej zawartości tłuszczu po treningu niż takiego "gainera".
"Lepiej być kanciastym czymś, niż okrągłym niczym"

