Południowcy zapewne smażą wszystko na tym, bo jest to u nich towar powszechny i tani

A jak tak pisałyście o tym używaniu oliwy gorszej jakości do smażenia to faktycznie jest to zdrowsze, niż na „normalnej”. Wydawałoby się, że lepiej extra vergine bo ogólnie jest zdrowsza, ale nie, bo ma jeszcze niższy punkt dymienia (czyli temperaturę do której dany tłuszcz może być podgrzewany i nie będą powstawały niebezpieczne substancje) od tej „gorszej oliwy”. Wszystkie nierafinowane oleje roślinne, zdrowe na zimno, do smażenia są właśnie najgorsze,bo są bardzo reaktywne. No ale ogólnie kwasy jednonienasycone, chociaż lepsze od wielonienasyconych, nadal nie są dobrym rozwiązaniem. Jak coś chwilkę podsmażymy to pół biedy, ale jak temperatura robi się wysoka to, skoro można zdrowiej, czemu nie sięgać po to co jest lepszym wyborem

Najmniejszą reaktywność wykazują tłuszcza nasycone. Dobry do smażenia jest smalec, dobry jest olej kokosowy. Z masłem jest zaś tak, że to przecież też tłuszcz nasycony, więc powinno być ono si, ale nie jest ze względu na substancje
białkowe w nim zawarte, które ulegają zwęgleniu. Dlatego dziewczyny słusznie polecają masło klarowane, bo jest ono tak przerobione, że właśnie usunięte zostają z niego substancje białkowe i bezpieczna temperatura podgrzewania jest prawie połowę większa, niż zwykłego masła. Zatem najlepiej sięgać po smalec/ olej kokosowy/ masło klarowane. Ja bym tak zrobiła mając nawet dostęp do super taniej i smacznej oliwy, którą lałabym na zimno
No i narobiłyście mi ochoty na jakieś warzywa wytaplane w oliwie. Idę sobie zrobić "pływającą brukselkę"