Obejrzałem "walkę" Pudzian - Thomson jeszcze raz na spokojnie dzisiaj. Bo to w sumie o nią się rozchodzi ten cały dym.
1 runda - wygrana przez Thomsona
2 runda - raczej remis.
Nawet optymistycznie zakładający że druga wygrana przez Pudziana, to i tak trzeba by było dogrywki.
Nie ma co się dziwić, że James się wściekł.
Faktyczny wynik "faking dżołk" Pudzianowskiego to 2-4. Wygrana z Najmanem i Butterbeanem. Marcin "złamałem piszczel" Najman w zasadzie jest trochę bardziej zbudowanym celebrytą typu bracia Mrok. A butterbean... niby wygrana, ale... gdy oglądałem "przygotowania" gdzieś na necie, to była pokazywana dokładnie taka sama akcja jaką przeprowadził by wygrać. Więc jest to w pewien sposób dziwne.
Z Kawaguchim też dość kontrowerysja wygrana, która niby powinna się zakończyć dogrywką.
A ostatnia walka z Thomsonem zakończyła się w podobny tylko bardziej wyraźny sposób.
No ale na to całe przedstawienie nie można patrzeć w żadnym wypadku jako na sportowe wydarzenie.
Raczej należy to oglądać jako pewnego rodzaju przedstawienie w stylu "wrestlingu" ku uciesze publiczności po kilku piwach.
Jego walki to takie "MMA jak miłość" gdzie celebryta uczy się sztuk walki, odnosi sukcesy i porażki. Trochę owiane tajemnicą. Dramat pot i łzy. Potem wyjazd do ameryki (krainy marzeń) itp. Powrót i zemsta.
Oczywiście na koniec podziękowania dla sponsorów itd.
Pudzian tej walki nie mógł przegrać, bo nikt by nie chciał tego serialu dalej oglądać. A tak, to przedstawienie trwa.
Co do samego Mammeda, to on zrozumiał, że nigdzie mu nie będzie tak dobrze jak w KSW.
Ludzie to oglądają, on ma stabilną kasę i markę. Nie ma co się pchać do wielkich organizacji i zaczynać od zera. Nie wiadomo jakie tam będą szanse na wygraną. Może się okazać, że 2 razy dostanie baty na samym początku i nikt go tam nie będzie chciał, a KSW się go wyprze.
Tu jego walka jest "walką wieczoru".
W UFC byłby jakimś tam gościem w środku, z którym nikt by się nie liczył przez pewien czas i gdzie trzeba by było zdrowo zapierdzielać aby się wybić.
Więc to całe KSW trzeba oglądać z przymrużeniem oka, bardziej jako telenowelę niż jako
zawody MMA.
A po tym co się stało na KSW 17 dali wyraźny sygnał, że aby tam wygrał ktoś z zewnątrz, to musi być nokaut/poddanie. No i na pewno dobry zawodnik skądkolwiek nie ma co tam szukać, bo może sobie przez przypadek popsuć statystyki.