Od paru lat trenuję rekreacyjnie kickboxing, udało mi się wygrać kilkanaście walk, również kilkanaście przegrałem. Zakochałem się jednak w możliwości rywalizacji i zmaganiu się z samym sobą. Ostatnio będąc na treningu grupy zaawansowanej kickboxingu zauważyłem pewną śmieszną zależność. Otóż nie ujmując nic mojemu trenerowi, który nauczył mnie podstaw trzymania gardy, widzę, że osoby początkujące muszą przebijać się barierę nie do pokonania. Opiszę to bliżej na przykładzie dwóch chłopaków którzy rozpoczęli treningi w okresie bodaj września lub października. Do stycznia nie wyróżniali się z tłumu, wiadomo grupa początkująca ilościowo przewyższała grupę zaawansowaną. Sam wtedy uczęszczałem 2x w tyg do grupy początkującej i 3x do grupy zaawansowanej. Z końcem stycznia poznałem ich ciut bliżej, zachęciłem do przejścia do grupy zaawansowanej jednak odmówili, zastawiając się obawą, że będą za bardzo odstawać od reszty. W lutym chłopaki zaczęli ze sobą sparować, po części za moją namową. Sam też często włączałem się do tych sparingów, gdyż zostawali po treningu bardzo chętnie. Przełamali strach, przenieśli się do grupy zaawansowanej. Tutaj wytrwali bodaj 3 tyg i przenieśli się ponownie do grupy początkującej.
Dzisiaj miałem okazję z nimi porozmawiać i wytknęli kilka bardzo ciekawych rzeczy, na które ja, bardziej doświadczony, nie zwróciłem uwagi. Mianowicie, podejście trenera... Otóż, ja nigdy nie mieszam się do układów trener-zawodnik, jeżeli te układy nie tyczą się mnie. Chłopaki słusznie stwierdzili, iż mają dość ciągłego robienia za mięso armatnie. Fakt faktem, w sparingach wystawiani byli z dużo lepszymi od siebie zawodnikami. Jednak nie to ich najbardziej zniechęciło. Sam fakt sparowania był dla nich czymś co pozwalało im się bawić kickboxingiem. Kiedy trener dopuszczał "walkę" na 100% chłopaki mieli dość. Niestety do takich walk nie dochodziło w przypadku zawodników o tym samym poziomie doświadczenia. Kolejny punkt to motywacja. Otóż nigdy żaden z nich nie usłyszał od trenera słowa pochwały czy zachęty do dalszych treningów.
Od stycznia poznałem ich dosyć dobrze, to inteligentni ludzie z którymi można się pośmiać po treningu jak i rekreacyjnie się poobijać. Dlatego podsunąłem im pomysł zmiany sekcji.
Co się okazuje, trener w nowej sekcji poświęca KAŻDEMU tyle samo uwagi. Podchodzi, koryguje błędy na bieżąco, kolejno z nim tarczują. Sparingi mają typowo zadaniowe, czyli jeden atakuje lewą ręką, drugi się broni itp. Ewentualne wymiany na koniec odbywają się z użyciem maksymalnie 50-60% siły. Odpada więc typowe rąbanie drewna jak u nas. No i rzecz najważniejsza - motywacja. Podobno trener po każdym sparingu podchodzi do zawodników, wytyka błędy ale i chwali to co się zrobiło dobrze, nie dopuszcza do wymian gdzie sparing kończy się lekkim knockdownem czy przestawieniem przegrody nosowej przez bardziej doświadczonego zawodnika.
Sam do końca nie wiem jak to jest, gdyż trenuję już raczej rekreacyjnie i z racji wieku (nie ma się czym chwalić) nie przykładam się już tak mocno do treningów. Jednak mimo wszystko młodego chłopaka można bardzo szybko zniechęcić, jak widać. Czy w Waszych klubach jest podobnie? Jak wyglądają sparingi, trening? Jaką rolę pełnią w nich początkujący, którzy wykazują "iskrę" talentu?
Dzisiaj miałem okazję z nimi porozmawiać i wytknęli kilka bardzo ciekawych rzeczy, na które ja, bardziej doświadczony, nie zwróciłem uwagi. Mianowicie, podejście trenera... Otóż, ja nigdy nie mieszam się do układów trener-zawodnik, jeżeli te układy nie tyczą się mnie. Chłopaki słusznie stwierdzili, iż mają dość ciągłego robienia za mięso armatnie. Fakt faktem, w sparingach wystawiani byli z dużo lepszymi od siebie zawodnikami. Jednak nie to ich najbardziej zniechęciło. Sam fakt sparowania był dla nich czymś co pozwalało im się bawić kickboxingiem. Kiedy trener dopuszczał "walkę" na 100% chłopaki mieli dość. Niestety do takich walk nie dochodziło w przypadku zawodników o tym samym poziomie doświadczenia. Kolejny punkt to motywacja. Otóż nigdy żaden z nich nie usłyszał od trenera słowa pochwały czy zachęty do dalszych treningów.
Od stycznia poznałem ich dosyć dobrze, to inteligentni ludzie z którymi można się pośmiać po treningu jak i rekreacyjnie się poobijać. Dlatego podsunąłem im pomysł zmiany sekcji.
Co się okazuje, trener w nowej sekcji poświęca KAŻDEMU tyle samo uwagi. Podchodzi, koryguje błędy na bieżąco, kolejno z nim tarczują. Sparingi mają typowo zadaniowe, czyli jeden atakuje lewą ręką, drugi się broni itp. Ewentualne wymiany na koniec odbywają się z użyciem maksymalnie 50-60% siły. Odpada więc typowe rąbanie drewna jak u nas. No i rzecz najważniejsza - motywacja. Podobno trener po każdym sparingu podchodzi do zawodników, wytyka błędy ale i chwali to co się zrobiło dobrze, nie dopuszcza do wymian gdzie sparing kończy się lekkim knockdownem czy przestawieniem przegrody nosowej przez bardziej doświadczonego zawodnika.
Sam do końca nie wiem jak to jest, gdyż trenuję już raczej rekreacyjnie i z racji wieku (nie ma się czym chwalić) nie przykładam się już tak mocno do treningów. Jednak mimo wszystko młodego chłopaka można bardzo szybko zniechęcić, jak widać. Czy w Waszych klubach jest podobnie? Jak wyglądają sparingi, trening? Jaką rolę pełnią w nich początkujący, którzy wykazują "iskrę" talentu?
Krzysztof Piekarz
Jeśli na wynikach sportowych to nie będzie każdego głaskać po główce i chwalić za byle g****. Pewien jestem jednak, że mocne i widoczne postępy są zauważane, bo to jest przecież w jego interesie. To, że chłopaki są mięsem armatnim to nic dziwnego, po prostu nie ten poziom, odsiewka ziarna od plew. Jeśli się nie nadają to albo zacisną zęby i będą cisnąć dalej aż wyrównają poziom, albo wrócą do tej początkującej.
