Szczypie się Pan cały czas i sprawdza, czy to aby nie sen?
Nie. Śpię normalnie, nie mam problemów z trawieniem, nie pocę się bardziej niż zwykle. Ale jestem oczywiście podekscytowany i strasznie dumny. Ja nie traktuję tej walki tylko w kategoriach wyzwania sportowego i szansy na duży zarobek. Ja chcę pojechać do Gelsenkirchen i reprezentować Polskę. Obiecuję, że nie dam plamy.
Już Pan zna ostateczną datę walki, bo jeszcze wczoraj były dwa terminy starcia?
Tak. 29 maja, stadion Schalke 04 w Gelsenkirchen. Rywal: Witalij Kliczko. Stawka: pas WBC w wadze ciężkiej. W czwartek rano menedżer Witalija przysłał do mojego menedżera ostateczne potwierdzenie terminu. Kontrakt podpisaliśmy już kilka dni wcześniej.
Nie boi się Pan, że Kliczko traktuje Pana instrumentalnie, że może tylko wywierać presję na Nikołaju Wałujewie, i gdy rosyjski olbrzym zmięknie i zmniejszy swoje finansowe żądania, pójdzie Pan w odstawkę? W boksie zawodowym dopóki nie wejdziesz między liny, nie możesz być tak naprawdę do końca pewnym niczego. W naszym kontrakcie są oczywiście kary, i to nie małe, za zerwanie umowy. Ale nie sądzę, by Witalij chciał postąpić w ten sposób. Sprawy zaszły za daleko. We wszystko włączyła się już niemiecka telewizja, wszystko powinno być więc w porządku. Ja nie biorę innego scenariusza pod uwagę, jak walka z Witalijem Kliczką.
Poczuł Pan przez ten jeden dzień, co to znaczy znaleźć się w oku medialnego cyklonu?
Tak. Telefon dzwonił i dzwoni non stop. Ale nie przeszkadza mi to. Czekałem na taką szansę całą karierę. Boksuję już ponad 10 lat. Niech dzwonią. Pogadam z każdym. Muszę tylko przeprosić dziennikarzy za wtorek. Nie o wszystkim jeszcze mogłem mówić. Takie były wymogi kontraktu. Niemcy zawarli w nim wszystko. Nawet strategię postępowania z mediami i muszę się jej trzymać.
Więcej telefonów miał Pan z gratulacjami czy może takich, które przestrzegały przed walką z Kliczką. Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski, uważa, że robi Pan wielki błąd, przyjmując pojedynek z Witalijem. Że to się może dla Pana bardzo źle skończyć. Że nawet milion euro, które ma Pan zarobić, nie jest wart takiego ryzyka.
Zdecydowana większość telefonów była od prawdziwych przyjaciół. Wszyscy gratulowali. Mam naprawdę grupę kumpli i fanów, którzy byli ze mną od zawsze, od podwórka. I oni wiedzą, że nigdy nie zadzierałem nosa, byłem normalnym, skromnym facetem. I że do ringu z Witalijem Kliczką nie wyjdę tylko, by zarobić wielką kasę, ale żeby spełnić swoje marzenia.
Przykro Panu, gdy słucha Pan takich negatywnych opinii jak ta Jerzego Kuleja? Ba, dosłownie wszystkich, którzy choć trochę znają się na zawodowym boksie. Nie będę ukrywać, ja też uważam, że nie ma Pan większych szans z Witalijem.
Przyzwyczaiłem się i nauczyłem nie przejmować się tym, co mówią o mnie ludzie z branży. Ja od lat słucham, że mam napompowany rekord, że z nikim nie wygrałem, że nie mam ciosu, jestem słaby, bla, bla. A jak już wreszcie coś wygrałem, kogoś pokonałem, to zaraz pojawiły się opinie, że nie wykorzystuję szansy czy jestem źle prowadzony. Robię więc swoje. 29 maja wyjdę do ringu wygrać tę walkę.
Jak to się w ogóle stało, że ją Pan dostał?
Nie ma co ukrywać, że to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności. Taki już jest zawodowy boks. Po zdobyciu pasa mistrza Europy znalazłem się na 13. miejscu w rankingu WBC. Walki o mistrzostwo świata mogą zaś toczyć zawodnicy, którzy są w piętnastce. Oczywiście pod warunkiem, że mistrz ma akurat tzw. obronę dobrowolną i sam wybiera rywala. A że przedłużały się negocjacje w Nikołajem Walujewem, a termin telewizyjny i stadion były już zaklepane, Witalij musiał zacząć się rozglądać za nowym rywalem, jeśli nie chciał stracić dobrowolnej obrony. Ja mam mistrzostwo Europy, walczyłem niedawno w Niemczech, wypadłem nieźle [remis z Francesco Pianetą], obóz Kliczki uznał, że jestem odpowiednim rywalem. Bardzo im za to dziękuję.
Nie oszukujmy się. Wybrali Pana, czy może Witalij Pana wybrał, bo Pański styl, warunki fizyczne, dotychczasowe dokonania pozwalają mu zakładać, że odniesie łatwe zwycięstwo.
Na papierze może tak to wyglądać, ale ja się w swojej karierze na własnej skórze przekonałem się, że liczy się tylko to, co pokazujesz w ringu.
Cios ma Pan słabszy, zasięg ramion mniejszy, jest Pan niższy, lżejszy, pewnie słabszy fizycznie. Na dystans raczej Pan z Kliczką nie powalczy, w półdystansie Pan go nie przesunie i nie zmęczy. Jaki więc ma Pan pomysł na tę walkę?
Wyjść i wygrać. W boksie liczą się także, a może przede wszystkim, serce, zimna głowa, zaangażowanie. To będą moje atuty. To ja jestem tym głodnym, biednym człowiekiem, który wie, że jeśli pobije tego wielkiego gościa, który stoi w bramie, to wejdzie do skarbca i będzie się mógł wreszcie najeść do syta. To najlepsza motywacja pod słońcem.
Liczy Pan, że Kliczko Pana zlekceważy. To będzie Pańska szansa?
Szczerze mówiąc, to chciałbym, by był w swojej najlepszej dyspozycji. Bo to by oznaczało, że mnie szanuje i obawia się mnie.
Rozmawiał Robert Małolepszy, "Polska The Times"
"Energia przepływa, nie powinna stać.
A stoi gdy wątpisz w tę energię.
Musisz więc za energią nadążyć, nadążyć za siłą.
Wówczas jesteś z siłą w harmonii."

Ale myślę, że na ten typ "komentatorów sportowych" możemy śmiało przemilczeć 