Witam,
to mój pierwszy post na tym forum, ale zaglądam tu od dawna. Moim problemem jest niemożliwość wykonania zaplanowanego treningu. Walczę o cudowną sylwetkę ze zmiennym szczęściem i moim celem jest smukłe, sprawne, silne, umięśnione ciało bez widocznej tkanki tłuszczowej.
Moja motywacja sięga chmur. Ale istnieje następujący problem który uniemożliwia ostateczne dosięgnięcie upragnionego celu.
Gdy planuje sobie trening (sprawia mi to radość i planuję go rozsądnie, daje sobie dni na odpoczynek etc.) ale wtedy nie ma mowy abym go wypełniła. Nie wiem, nie znoszę świadomośći, że muszę coś zrobić i tego nie robię (to cecha głęboka cecha mojej osobowości niestety). Przychodzi mi do głowy mnóstwo innych pomysłów na ćwiczenia ale z kolei nie robię ich bo "muszę dzisiaj zrobić plan" to błędne koło.
Z kolei kiedy nie robię planu ćwiczę BARDZO dużo (do 3-6h dziennie - takie aktywności jak jazda na łyżwach czy jogging, ćwiczenia z ciężarkami, wszelkie wariacje ćwiczeń poprawiających sprawność, streaching) - wtedy dosłownie w każdej sekundzie wymyślam jak następną spędzić wydatkując 2x więcej kalorii. Moja motywacja nie jest spinana schematami, tabelkami i planami i przybiera niezwykle rozmiary których nie kontroluję. Przez to strasznie szybko się wyczerpuję fizycznie. Zwyczajnie w świecie nie wyrabiam, mam zakwasy giga i uszkodzone mięśnie że nie chodzę tylko pełzam albo moje ciało normalnie ODMAWIA aktywności i koniec. No i wtedy potknąwszy się o ten okres przestoju (który potrafi trwać 4-7 dni) moja odpowiedź to automatyczna zmiana diety na pączki, pizze słodycze - "bo nie dałam rady", demotywuję się i koniec, wszelkie osiągnięcia (które mega szybko przychodzą przy tej metodzie) idą się... kochać. Teraz to opisuję z dystansu i po raz pierwszy zauważam jak emocjonalnie i radykalnie podchodzę do swojego treningu.
I teraz moje pytanie co mam zrobić? Czy zmusić się do planów i tabelek i dawkować wysiłek czy zmusić się do skrócenia okresów rekonwalescencji albo odmawiać sobie ćwiczeń(wtedy też nieźle się rozleniwiam - u mnie jest jak w dominie. jedno odpada i wszystko w gruzach) i jest ryzyko że motywacja ucieknie), nabrać więcej dystansu i się uspokoić i kontynuować zdrowe odżywianie za wszelką cenę.
Kupiłam sobie izolat białka serwatkowego dodatkowo i teraz mięśnie mi przyrastają w niesamowitym tempie tylko co robić aby to podtrzymać. Dodatkowo liczę że dzięki izolatowi nie będzie mi się tak niszczyć ciało podczas tych treningów na fali motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i liczę na opinię i radę jak powinnam postąpić.
to mój pierwszy post na tym forum, ale zaglądam tu od dawna. Moim problemem jest niemożliwość wykonania zaplanowanego treningu. Walczę o cudowną sylwetkę ze zmiennym szczęściem i moim celem jest smukłe, sprawne, silne, umięśnione ciało bez widocznej tkanki tłuszczowej.
Moja motywacja sięga chmur. Ale istnieje następujący problem który uniemożliwia ostateczne dosięgnięcie upragnionego celu.
Gdy planuje sobie trening (sprawia mi to radość i planuję go rozsądnie, daje sobie dni na odpoczynek etc.) ale wtedy nie ma mowy abym go wypełniła. Nie wiem, nie znoszę świadomośći, że muszę coś zrobić i tego nie robię (to cecha głęboka cecha mojej osobowości niestety). Przychodzi mi do głowy mnóstwo innych pomysłów na ćwiczenia ale z kolei nie robię ich bo "muszę dzisiaj zrobić plan" to błędne koło.
Z kolei kiedy nie robię planu ćwiczę BARDZO dużo (do 3-6h dziennie - takie aktywności jak jazda na łyżwach czy jogging, ćwiczenia z ciężarkami, wszelkie wariacje ćwiczeń poprawiających sprawność, streaching) - wtedy dosłownie w każdej sekundzie wymyślam jak następną spędzić wydatkując 2x więcej kalorii. Moja motywacja nie jest spinana schematami, tabelkami i planami i przybiera niezwykle rozmiary których nie kontroluję. Przez to strasznie szybko się wyczerpuję fizycznie. Zwyczajnie w świecie nie wyrabiam, mam zakwasy giga i uszkodzone mięśnie że nie chodzę tylko pełzam albo moje ciało normalnie ODMAWIA aktywności i koniec. No i wtedy potknąwszy się o ten okres przestoju (który potrafi trwać 4-7 dni) moja odpowiedź to automatyczna zmiana diety na pączki, pizze słodycze - "bo nie dałam rady", demotywuję się i koniec, wszelkie osiągnięcia (które mega szybko przychodzą przy tej metodzie) idą się... kochać. Teraz to opisuję z dystansu i po raz pierwszy zauważam jak emocjonalnie i radykalnie podchodzę do swojego treningu.
I teraz moje pytanie co mam zrobić? Czy zmusić się do planów i tabelek i dawkować wysiłek czy zmusić się do skrócenia okresów rekonwalescencji albo odmawiać sobie ćwiczeń(wtedy też nieźle się rozleniwiam - u mnie jest jak w dominie. jedno odpada i wszystko w gruzach) i jest ryzyko że motywacja ucieknie), nabrać więcej dystansu i się uspokoić i kontynuować zdrowe odżywianie za wszelką cenę.
Kupiłam sobie izolat białka serwatkowego dodatkowo i teraz mięśnie mi przyrastają w niesamowitym tempie tylko co robić aby to podtrzymać. Dodatkowo liczę że dzięki izolatowi nie będzie mi się tak niszczyć ciało podczas tych treningów na fali motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i liczę na opinię i radę jak powinnam postąpić.
aude aliquid dignum
Prędzej przejdę przez ogień niż go ominę :)
Krzysztof Piekarz