To już było sto razy omawiane.
Na wstępie - ważyłem w życiu 65 kg, ważyłem 100+ kg, miewałem sparingi i walki przy znacznych ( 30 + kg ) różnicach mas i to ukształtowało poniższe opinie.
Jeśli ktoś uważa że
masa mięśniowa nie ma znaczenia i że porobi osobę sporo od siebie większą bo pochodził 2 czy 3 lata na coś tam - droga wolna

Rzeczywiście są ludzie-ciapy którym masa mieśniowa w walce w niczym nie pomaga.
Ale to są wyjątki. Bo prawda jest taka - im większy tym lepszy, poza tym większy nie musi kombinować jakby tu kogoś "techniką" załatwić. Przewaga masy i siły powoduje że to przeciwnik musi kombinować, a osobie większej, silniejszej wystarczy jeśli prawidłowo wykonuje niezbyt skomplikowane techniki z dużą siłą oraz nie daje się łapać jak gapa na różne triki.
Dalej - dyskusja o walce przy użyciu broni ( noży, pałek ) to naprawdę nie ten temat. Oczywiste jest że strzelając komuś z partyzanta w tył głowy z pistoletu uszkodzi się każdego.
Koksy i kondycja - kolejny mit. Chcecie czy nie - w profesjonalnym sporcie 90% ludzi bierze. Sterydy brał 40 paroletni Holyfield przez większość swojej kariery, formę na ostatnią walkę z Wałujewem zrobił też pewnie nie na mleczku w proszku, a który z zawodników pod koniec tego bodajże 12 rundowego pojedynku ledwo stał na nogach?
Mit braku kondycji u "koksów" wynika z faktu że rzeczywiście mało kto chcący "być wielkim" ćwiczy wydolnościowo. Ale są ludzie którzy ćwiczą i założenie że większy ma gorszą kondycję to myślenie życzeniowe. Dobrym przykładem jest Brock Lesnar któremu na oko nikt nie dawałby kondycji na 15 minut mma, a z racji na lata treningów wydolnościowych jest to dla niego kaszka z mleczkiem.
Wreszcie mit koksów i braku umiejętności. Sorry ale tutaj "kompleks szczypiora" wychodzi najbardziej. To że ktoś jest większy nie oznacza że mniej umie. Po prostu. Oznacza jedynie że mając najczęściej przewagę masy i siły w zwarciu musi mniej kombinować. Tyle i nic więcej.
Acha, dziewczynce której "zdarzało się" "powalać" osoby 100 kilowe samemu ważąc koło 60 nie życzę żeby w prawdziwym życiu kiedykolwiek mężczyzna mający nad nią taką przewagę masy chciał jej zrobić przykro.
Edit: Co do przykładów z zawodnikami, to oczywiście zawsze można się kłócić - bierze/nie bierze, ecie-pecie. Dlatego wskazuję jeszcze Seana "Shreka" Sherka - koleś oczywiście bierze, został na tym złapany, a jego styl to wybitna fizolka oparta na ogromnej kondycji i zamęczeniu przeciwnika.
Zmieniony przez - mlkv w dniu 2009-05-08 11:46:56