Poniżej fragment tego co znalazłem w necie.
Na podstawie tłumaczenia „My karate journey around the world”-Mas.Oyama
Opracowali: D.Żydek,P.Myśliwiec,E.Karpińska,L.Witkowska i G.Mitoraj
Mój dzień w górach rozpoczynał się o czwartej rano. Jak tylko się budziłem zbiegałem do pobliskiego strumienia, gdzie umyłem się w lodowatej wodzie. Zrobiwszy to mogłem biegiem wrócić do mojego szałasu, gdzie wykonywałem
podstawowe ćwiczenia fizyczne
(...)
Mój trening karate był ukończony w południe. Za pomocą nukite, seiken i kopnięć odcinałem wszystkie gałęzie z drzew, jakich mogłem dosięgnąć. Po półtorarocznym treningu wszystkie drzewa w pobliżu mojego szałasu były pozbawione gałęzi. W czasie tego treningu nie odpocząłem ani jednego dnia.
Czytałem gdzieś, że starożytni mistrzowie rozwijali siłę swojego skoku poprzez przeskakiwanie ponad rosnącym lnem wiele razy dziennie. Jest to roślina, która rośnie bardzo szybko. Zdecydowałem postąpić podobnie. Posadziłem go w rogu działki, którą przygotowałem do uprawy warzyw. Dzień po dniu przeskakiwałem nad nim trzysta razy dziennie. W przeciwieństwie do zwykłych skoków, skoków w górę czy wieloskoku przed wykonaniem, których można nabrać rozpędu, w karate nie można sobie pozwolić na taki luksus. Należy skakać z miejsca. Rosnący len osiągnął wysokość ponad dwóch metrów, wysokość niemożliwą do przeskoczeni z miejsca. Ale trening pomógł mi osiągnąć bardzo dużo w mojej sile skoku.
więcej tu
www.kyok-frysztak.yoyo.pl/viewpage.php?page_id=13