Rany, a ja myślałem, że fenomen kenijskich biegaczy związany jest ze średnią wysokością tego kraju. Adaptacja do warunków naturalnych spowodowała zwiększoną naturalną ilość krwinek czerwonych w organizmach rdzennych kenijczyków - potrzebną do transportu tlenu pobieranego z rozżedzonego powietrza, taki
naturalny doping EPO.
A tu okazuj się, że zjesz kukurydzę, maniok czy coś tam co jest opisane w poście i będziesz mógł dorównać Kiptanui i innym.
Pokażcie ten link Korzeniowskiemu i innym maratończykom, niech zobaczą, że niepotrzebnie spędzali miesiące na treningach w Kenii.
Nie żebym się czepiał artu ale przykład kenijskich biegaczy jest bombowy, buhahahahahaha
