Dotychczas forum tylko czytałem, raczej się nie udzielałem.
Uważam jednak, że przyszedł czas na mnie.
Najpierw opowiem swoją historię.
Zawsze byłem otyły, od kiedy pamiętam miałem spore problemy z wagą.
Podczas Pandemii w 2019 roku coś we mnie pękło i powiedziałem sobie, że skoro wszyscy zasiedli w domach to ja z niego wyjdę i wezmę się za siebie.
Zaczynałem z wagą niecałych 140KG, przy wzroście 188cm, na tamten moment miałem 26 lat.
Pracowałem jako kierowca ciężarówki- tak naprawdę sam do końca nie jestem w stanie powiedzieć jak to zrobiłem, ale przez pierwsze 3-4 miesiące zszedłem z wagą do 105kg.
Bardzo dużo i regularnie jeździłem rowerem (minimum 100km tygodniowo), prawdopodobnie bardzo mało jadłem i ogólnie wyniszczałem się (teraz z perspektywy czasu to wiem). Gdy przyszedł zastój to odezwałem się do znajomego, który polecił mi spalacz żeby znów trochę ruszyć z wagą. Zacząłem brać Thermal Pro z yohimbina. Najczęściej brałem na czczo i przed obiadem/rowerem/treningiem. Czułem po
Nim taki specyficzny „niepokój”, drżenie rok, kołatanie serca, ale jednak nie czułem głodu.
Przez następne kilka miesięcy udało mi się dobić do 95kg. Przestałem brać spalacz bo denerwowały mnie już te efekty uboczne. Kombinowałem dalej z różnymi dietami- keto (dobrze mi się nie niej żyło, ale nie chudłem), low carb (ta najbliższa mojemu sercu- bardzo dobrze się na niej czuję, często udawało mi się zrzucić kilka kilo, ale zawsze zdąży się coś co mnie wytrąci i efekt utraty wagi bardzo szybko wraca do efektu sprzed rozpoczęcia). Próbowałem też poprostu żyć normalnie licząc kalorie na diecie zbilansowanej, ale mam wrażenie nie umiem dobrze policzyć swojego zapotrzebowania, bo niemożliwe by taki chłop jak ja musiał jeść naprawdę tak mało by schudnąć (wrócimy zaraz do tego). Obecnie od roku 2020/21 moja średnia waga zakotwiczyła się na poziomie pomiędzy 100, a 105kg. Co jakiś czas podejmuje próbę zrzucenia kilogramów, głównie przez liczenie kalori na różnych typach diet.
Zaznaczę, że mieszkam za granicą w Niemczech i Istotny jest fakt, że gdy mam wrażenie że wszystko idzie jak trzeba to przypada urlop, i wysiłek ostatnich miesięcy idzie się gonić po tygodniu urlopu… i nie przesadzam- przed ostatnim urlopem ważyłem 102kg, w Polsce byłem 10dni. Oczywiście że jadłem więcej, piłem też alkohol. Oczywiście w sumie nie były to jakieś szalone ilości, ale jednak ponad normę. Po powrocie do domu wchodzę na wagę a tam 109kg… mówię sobie spoko, pewnie 80peocent z tego to woda, ale dzisiaj mija 4 tydzień od
Powrotu a na wadze nadal nie schodzi poniżej 106… ogólnie mam wrażenie że mam
Popsuty organizm bo na każdej próbie diety schodzę na kaloryke rzędu 2200-2300kcal i nie notuję spadków wagi… a jeśli już to naprawdę śmieszne i nie regularne. Pracuje obecnie od poniedziałku do piątku, praca na magazynie dość szarpana, pół godziny siedzenia, pół godziny stania, pół godziny chodzenia, pół godziny biegania, czasem stres czasem luz. Apple Watch pokazuje średnio 800-1000kcal aktywnych, i około 3300 całkowitego zapotrzebowania. Tak czystko z głowy wydaje mi się to sensowny wynik, ale wiem że zegarki mają tendencję do sporego zawyżania spalanych kalorii. Totalnie nie wiem już co mam o tym myśleć.
Nie potrafię się zmotywować by znów wskoczyć na rower i zrobić z tego rutynę, bo nie widzę efektów samej diety. Mój mózg działa tak, że motywują mnie efekty, a tych ostatnimi czasy nie uświadczam. Chciałbym zobaczyć na wadze 8 z przodu, chociażby ze względów zdrowotnych. Czy możliwe że za mocno tnę kalorie od dawna i mam zablokowany organizm? Mam wrażenie że jestem na wiecznym deficycie a nie chudnę, a gdy tylko trochę popuszczę to tyję…
Ratunku
Dodaje moje zdjęcia ze stanu 102kg. Obecnie delikatnie bardziej wydęty brzuch, ale nie ma kto mi zrobić porządnych zdjęć.

Krzysztof Piekarz
