eveline dokładnie! marchewki to u mnie obowiązkowy punkt dnia i faktycznie, mam trochę bardziej „ciepły” kolor skóry niż inni, ale wygląda to jeszcze w miarę normalnie
ogólnie nie jestem fanką słodkiego smaku – odzwyczaiłam się całkowicie kilka lat temu, nie używam słodzików (może łyżeczka miodu z raz w miesiącu…), nie kuszą mnie desery ani ich żadne "fit wersje" i potrafię się zasłodzić samymi owocami, więc tym bardziej sama się zdziwiłam. ale to masło jest niesamowite i chyba popróbuję też tych innych, dzięki za sugestie ^^
DZIEŃ 47
miska
+ warzywa: papryka czerwona, marchew, pomidory, pietruszka
+ napoje: woda 2l, melisa, mięta, mieszanka ziołowa
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
bieganie + przebieżki 10x30 sek., przerwa 30 sek.
razem: 5,1 km w 24:57 min, średnie tempo: 4:54 min/km
do tego jeszcze dłuuugi wieczorny spacer i spróbowanie sprasowanego kiwi z miodem (?) – podobno gruzińskiego specjału przywiezionego przez koleżankę, ale za słodkie, niedobre…
DZIEŃ 48
miska
+ warzywa: marchew, pomidory, brokuł
+ napoje: woda 3l, melisa x2
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
A. ok
B. ok
C. idzie ciężko, ale udaje się minimalnie dorzucać
D1. znowu eksperymenty z obciążeniem, bo trafiłam na nową siłownię, na której był taki bałagan, że nie dało się znaleźć prawie żadnej kompletnej pary hantli. wszędzie porozrzucane talerze, sztangi, o które można się potknąć – nie do zniesienia. no i ostatecznie robiłam wznosy z talerzami właśnie
D2. jw., ostatnia seria ledwo
E. -
F.
wieczorem miał być jeszcze rekreacyjny rower, ale wyszła solidna jazda - 2h, ok. 40-50 km. po pobudce o 5.30, pracy, siłowni i tym rowerze, padłam jak mucha do łóżka o 23. byłam tak zmęczona, że już nawet nie czułam wieczorem głodu po tym wszystkim.
DZIEŃ 49
miska
+ warzywa: marchew, pomidory, papryka czerwona, cukinia, cebula
+ napoje: woda 3,5l, kawa żołędziowa x2
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
-
jak to w weekend – kolejna kilkugodzinna leśna wędrówka, ale przez nieznośny upał i zmęczenie z poprzedniego dnia za bardzo nie szaleliśmy z kilometrami. a wieczorem było jeszcze chodzenie podczas Nocy Muzeów, kiedy już naprawdę poczułam, jak zmordowane są moje nogi po tych kilku dniach
Zmieniony przez - work_drugs w dniu 2017-05-21 11:00:15
ogólnie nie jestem fanką słodkiego smaku – odzwyczaiłam się całkowicie kilka lat temu, nie używam słodzików (może łyżeczka miodu z raz w miesiącu…), nie kuszą mnie desery ani ich żadne "fit wersje" i potrafię się zasłodzić samymi owocami, więc tym bardziej sama się zdziwiłam. ale to masło jest niesamowite i chyba popróbuję też tych innych, dzięki za sugestie ^^
DZIEŃ 47
miska
+ warzywa: papryka czerwona, marchew, pomidory, pietruszka
+ napoje: woda 2l, melisa, mięta, mieszanka ziołowa
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
bieganie + przebieżki 10x30 sek., przerwa 30 sek.
razem: 5,1 km w 24:57 min, średnie tempo: 4:54 min/km
do tego jeszcze dłuuugi wieczorny spacer i spróbowanie sprasowanego kiwi z miodem (?) – podobno gruzińskiego specjału przywiezionego przez koleżankę, ale za słodkie, niedobre…
DZIEŃ 48
miska
+ warzywa: marchew, pomidory, brokuł
+ napoje: woda 3l, melisa x2
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
A. ok
B. ok
C. idzie ciężko, ale udaje się minimalnie dorzucać
D1. znowu eksperymenty z obciążeniem, bo trafiłam na nową siłownię, na której był taki bałagan, że nie dało się znaleźć prawie żadnej kompletnej pary hantli. wszędzie porozrzucane talerze, sztangi, o które można się potknąć – nie do zniesienia. no i ostatecznie robiłam wznosy z talerzami właśnie
D2. jw., ostatnia seria ledwo
E. -
F.
wieczorem miał być jeszcze rekreacyjny rower, ale wyszła solidna jazda - 2h, ok. 40-50 km. po pobudce o 5.30, pracy, siłowni i tym rowerze, padłam jak mucha do łóżka o 23. byłam tak zmęczona, że już nawet nie czułam wieczorem głodu po tym wszystkim.
DZIEŃ 49
miska
+ warzywa: marchew, pomidory, papryka czerwona, cukinia, cebula
+ napoje: woda 3,5l, kawa żołędziowa x2
+ suple: olej z wiesiołka, wit. D
trening
-
jak to w weekend – kolejna kilkugodzinna leśna wędrówka, ale przez nieznośny upał i zmęczenie z poprzedniego dnia za bardzo nie szaleliśmy z kilometrami. a wieczorem było jeszcze chodzenie podczas Nocy Muzeów, kiedy już naprawdę poczułam, jak zmordowane są moje nogi po tych kilku dniach
Zmieniony przez - work_drugs w dniu 2017-05-21 11:00:15
na pewno nie mam żadnego celu wagowego, raczej chcę utrzymać mniej-więcej to, co jest i ciągle pracować nad jakością. dawno temu ważyłam ok. 60 kg i to już było za mało – miałam na górze kratę, ale bynajmniej nie z mięśni brzucha, tylko z żeber...
bo te 2000 kcal to momentami za mało i pewnie niedługo coś dorzucę) jeść, a jeszcze bardziej lubię się porządnie zmachać albo spędzać czas na świeżym powietrzu na różnych aktywnościach. cel jest taki, żeby dalej mieć z tego radość i ciągle coś robić, poprawiać swoje wyniki kondycyjne i siłowe, uczyć się nowych ćwiczeń, a efekty w jakości i tak prędzej czy później będą się pojawiać