Bałem się, że trening polega na ściąganiu linek wyciągu a potem płacz, że tłuszcz nie leci. Jako, że zaczynałem z bardzo podobnego pułapu od Twojego postaram się coś pomóc.
Po pierwsze musisz pamiętać, że to mięśnie palą tłuszcz czyli żadnego jedzenia jak kot.
Wywalamy śmieci z diety bilans na około 0 (musisz go znaleźć), tłuszcz przy porządnym wysiłku zleci zdecydowanie jeśli hormony są ok. Nie ma bata. Żadnych tam ostrych redukcji bo zostaniesz skinny fatem do końca.
Jako trening poleciłbym krótki, intensywny. Np. wariant 3 dniowe GVT wg Wodyna.
Poniedziałek - wycisk z kaptura (jeśli barki cie nie bolą przy wyciskaniu zza karku), przysiad
Środa - drazek podchwytem , wyciskanie sztangi skos
Piątek - MC ze szrugsem,
pompki na poręczach
Żadnego marnowania czasu na biceps przy Twojej obecnej formie.
Poczujesz nową jakość treningu robiąc 10 serii przysiadów pilnując zegarka. Rekompozycja powinna się od razu ujawnić.
Poszukaj dokładnej rozpiski i wskazówek w internecie jak nie dasz rady to na pw Ci podeślę jeśli trening Cię zainteresuję.
Co do samej diety dodaj tłuszczy, obetnij węgli ale pamiętaj, żeby bilans był w okolicach zera. Węgli nie przekraczaj 3g/kg mc, największe dawki okołotreningowo. Do tego jakieś aeroby 2x w tygodniu po 30 minut.
W moim odczuciu od razu powinna się forma poprawić, ale oczywiście musisz testować.