Motywacja? Tego trzeba każdemu bez względu na staż, wiadome, że ci którzy ćwiczą już lata mają łatwiej bo to swego rodzaju nałóg, ale ci którzy zaczynają dość szybko rezygnują wiec im motywacja jest najbardziej potrzebna. Mam teraz 22 lata i pamiętam jak w wieku 14 lat w gimnazjum miałem jechać na jakieś zawody w bieganiu, nie znając się na niczym 3 dni przed zacząłem się przygotowywać. Ubrałem sobie dresiki i zacząłem biec. Zobaczył mnie kuzyn. Z mojego wieku, lecz niestety od urodzenia ma sparaliżowaną prawą stronę ciała. Dokładnie ma przykurcze i prawej ręce i w prawej nodze. Nie jest w stanie wyprostować ręki, palców w dłoni, wyprostować nogi. Nie ma nawet pewnego mocnego uścisku. To sprawia, że jego prawa strona nie może się rozwijać jak powinna. Ale mimo wszystko gdy zobaczy mnie, zagadał do mnie i gdy usłyszał, że mam zawody i trenuje chciał się przebiec ze mną. Ubiegł truchtem może 100 metrów i padł - nie miał już siły. Ale to był początek. Od tego momentu chciał być taki jak ja i przez całe gimnazjum biegaliśmy, po 3 latach robiąc już po 15 - 20 km. Nawet ON, taki "niedorozwój" ale dawał rade, zawsze był te 2 kroki za mną ale był.
Lecz nie to jest moją historią. Był pewien fakt o którym ja nie wiedziałem. W szkole średniej ze 4 lata temu zaprosił mnie do siebie na "drążek". I ten sam facet. Z tymi samymi przykurczami w ręce, w nodze - był w stanie wykonać 30 wolnych prawidłowych podciągnięć. Gdy go zobaczyłem mało oczy mi nie wyszły z orbit. To ja więcej jak 14 razy się nigdy nie podniosłem a on? To była miazga. Od tego czasu chodziłem raz, dwa razy na tydzień do niego na trening ale cały czas czułem się gorszy. Po roku czasu w końcu sam sobie kupiłem drążek rozporowy do pokoju. Chciałem udowodnić, że jak on może to i ja. I to był początek wszystkiego.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Wiadome, że facet jest niepełnosprawny ale żeby w sprawnej lewej ręce miał ponad 40 cm i to bez żadnej diety, bez żadnych supli? Dla mnie to był szok. Przecież on musiał tak na to harować przy jego wydolności, że ja powinienem być dwa razy taki. Wtedy też spytałem się go czemu on to robi, a on powiedział mi: "Rodzice mi zabraniają robić wszystko, ja nie mogę być taki jak ty bo nie mam dwóch sprawnych rąk, przez to robię wszystko aby jak najbardziej się do tego zbliżyć. Trening pozwala mi poczuć się jak normalny, pełnosprawny człowiek! " Jak z nim trenuje to nie potrzeba mi nic, żadnych przedtreningówek, żadnych filmików motywacyjnych - nic! Chłopak ma dzisiaj przed domem wybudowany własny mini street workout park. Zrobił go sam, bo chciał zostać kimś. Do tego aby zacząć nie potrzeba nic, wystarczą chęci i można poczuć się jak prawdziwy, zdrowy człowiek.
Lecz nie to jest moją historią. Był pewien fakt o którym ja nie wiedziałem. W szkole średniej ze 4 lata temu zaprosił mnie do siebie na "drążek". I ten sam facet. Z tymi samymi przykurczami w ręce, w nodze - był w stanie wykonać 30 wolnych prawidłowych podciągnięć. Gdy go zobaczyłem mało oczy mi nie wyszły z orbit. To ja więcej jak 14 razy się nigdy nie podniosłem a on? To była miazga. Od tego czasu chodziłem raz, dwa razy na tydzień do niego na trening ale cały czas czułem się gorszy. Po roku czasu w końcu sam sobie kupiłem drążek rozporowy do pokoju. Chciałem udowodnić, że jak on może to i ja. I to był początek wszystkiego.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Wiadome, że facet jest niepełnosprawny ale żeby w sprawnej lewej ręce miał ponad 40 cm i to bez żadnej diety, bez żadnych supli? Dla mnie to był szok. Przecież on musiał tak na to harować przy jego wydolności, że ja powinienem być dwa razy taki. Wtedy też spytałem się go czemu on to robi, a on powiedział mi: "Rodzice mi zabraniają robić wszystko, ja nie mogę być taki jak ty bo nie mam dwóch sprawnych rąk, przez to robię wszystko aby jak najbardziej się do tego zbliżyć. Trening pozwala mi poczuć się jak normalny, pełnosprawny człowiek! " Jak z nim trenuje to nie potrzeba mi nic, żadnych przedtreningówek, żadnych filmików motywacyjnych - nic! Chłopak ma dzisiaj przed domem wybudowany własny mini street workout park. Zrobił go sam, bo chciał zostać kimś. Do tego aby zacząć nie potrzeba nic, wystarczą chęci i można poczuć się jak prawdziwy, zdrowy człowiek.
1
http:// armstrongstraining. blogspot. com/
Trenuj razem ze mną i przełam niemożliwe.
Uratowało mnie to, że zacząłem trenować a dopiero później grać w piłkę nożną.
Ćwiczę twardo na siłowni ale moja technika ćwiczeń i odżywianie nie mogłby przynieść jakichkolwiek efektów. Dopiero jakoś w połowie technikum zacząłem przesiadywać na Waszym forum i czytać, czytać, czytać i tak z głupiego pączka zaczęło coś kiełkować. Na ten etap przypadają czasy które wspominam bardzo miło a mianowicie czasy gry w piłkę. Siłownię traktowałem wtedy bardziej jako dodatek ale i tak udało mi się zredukować do około 84kg. Już wtedy znajomi śmiali się, że z pączka zostało tyle co nic. Wiadomo zdażały się melanże grubsze i bardziej grube, jedzenie śmieciowego żarcia ale postanowiłem się spiąć i to jak wyglądałem najlepiej w tym okresie czasu pokazuje to zdjęcie pierwsze. I wszystko byłoby super i ładnie gdybym na jednym treningu nie skręcił kolana i nie zerwał więzadeł krzyżowych. Tu zakończyłbym etap 2.

podczas tego okresu powrót do wagi w okolicach 90kg. Czas po operacji to też leżenie i jedyna aktywność - Rehabilitacja. Później gdy już wrociłem do sprawności nie mogłem się długo zebrac za regularne ćwiczenie minęło 2 lata zanim się zmobilizowałem i wtedy zaczął się ten ostatni jak narazie dobrze zapowiadający się czas czyli Etap 4!!!!
Wkońcu ogarnięta micha, przemyślane treningi i cel czyli powrót a raczej zbudowanie w miare estetycznej sylwetki. Pączek przestał zjadać kebaby o 3 nad ranem a zaczął jeść
Ostatnie zdjęcie pokazuje tą przemianę z etapu 3 do 4 !
















