Otóż to, biały ser LF rządzi na redu u mnie

A teraz zaległe wypiski. Ufff...
PIĄTEK 6.03
Dzień masakry!
Pomiary jak zawsze przed treningiem, na czczo.
W nawiasie ile zeszło, weszło w ciągu tygodnia.
Pas: 80 (-3)
Łapa: 37 (+- 0,5)
Udo: 61 (+ 1)
Waga: 83,5 (- 1,5)
Chyba zacznę uprawiać kult Kiefera
A teraz do meritum:
Post wyszedł mi trochę dłuższy niż przewidywałem - 22h
Niestety, musiałem jeszcze coś załatwić na mieście, a nie chciałem już nic jeść przed treningiem.
Dwie godziny w tę czy w tamtą, co za różnica
Prawie doba postu, ale trening wyszedł mega

. Poniżej po krótce:
czworogłowe:
1. Front squat rampa 12 4 serie
2. Back squat regresy 2 serie
3. wykroki chodzone z hantlami 3 x max
4.
wyciskanie na suwnicy 3 x 15
5. wyprosty podudzi na maszynie 3 x 20
dwugłowe:
1. MC na prostych nogach z hantlami 3 x 15
2. Kickback 2 x 10
3.uginanie podudzi na maszynie 2 x 30
łydka:
1. wspięcia na palce stojąc 3 x 25/15/10 progresja ciężaru
2. wspięcia siedząc 2 x do upadku (>20)
Na koniec na dobicie ostateczne jedna seria tabata squats do upadku (ok 30 reps wyszło

) i padłem jak kawka...
Po krótce o treningu.
Już pisałem, że na redukcji nie mam ustalonego planu, ćwiczę intuicyjnie, dokładny plan będzie dopiero na masie.
Jeśli chodzi o czworogłowe to fronty przyjemnie zaatakowały mięśnie. Nieco inny tor ruchu, rozłożenie ciężaru, większe zaangażowanie głów zewnętrznych. Robiłem po dłuugiej przerwie, więc niemało się napociłem. I bardzo dobrze
Przysiady tylne dwie serie z regresem 15 i 20 powtórzeń na naprawdę niewielkim ciężarze spaliły i spompowały kopyta jak należy. A to dopiero prolog

Wykroki chodzone robiłem pierwszy raz w życiu... i już przy nich zostanę, zupełnie bez porównania do stacjonarnej wersji wg mnie. Spacerowałem dopóki nie upadłem na kolana

Tętno przygalopowało jak talala.
Wyciskanie na suwniwcy. Stopy na platformie nisko i wąsko, maksymalny angaż głów zewnętrznych. Już powoli zaczynałem mieć dosyć, zbierało się na bełt.
Wyprosty to było zwieńczenie katorgi czwórek. potem zdechłem. A przede mną jeszcze dwójki... Tu już daruję sobie szczegółowy opis, dość na tym, że przy kickbackach płakałem, a przy uginaniach wyłem niczymz bólu ranny łoś

.
Łydka tradycyjnie, spompowana i spalona jak należy
Szama!
Chyba niepotrzebnie na koniec tzrasnąłem tę serię tabata squats, bo zacząłem odczuwać pierwsze objawy hipoglikemii
Przez 30 minut po treningu nie byłem w stanie nic zjeść, było mi zwyczajnie niedobrze. Droga do knajpy zajęła akurat tyle czasu, więc mogłem już załadować.
Na początku jak zwykle, paczka żelków z żabki, banan i 30 g WPC. Potem wolna amerykanka. Część jadła obfociłem:
Dwa razy burger kebab (mięcho z kebaba w picie), potem masło orzechowe z dżemem brzoskwiniowym (tonami mógłbym to jeść, dżemu poszedł słoik cały, masła pół

). Następnie micha spaghetti z kurakiem. Oprócz tego wsunąłem jeszcze dwie kajzerki z wędliną z kury i keczupem, , 7 days sandwich, wafel góralki orzechowy, 60g WPC i ze cztery michałki. Do tego wytrąbiłem litr soku grejpfrutowego

Uczta zakończona ok 4 rano
Zmieniony przez - WOLVERINE_69 w dniu 2015-03-09 10:51:42
Zmieniony przez - WOLVERINE_69 w dniu 2015-03-09 11:27:33