Witam,
trenuję na siłowni już dość długo, niestety z przerwami. Ciągle się uczę. Można powiedzieć, że systematycznie zacząłem znowu ćwiczyć od grudnia. Czytałem dużo materiałów i tym sposobem dotarłem do tego wątku. Jako, że moje kolana trochę zgrzytają, bałem się robić pełne przysiady i z reguły schodziłem tylko do kąta prostego zginając kolana. Po przeczytaniu artykułów, doszedłem do wniosku, że jednak powinienem robić pełne przysiady. I tutaj jest problem. Nie jestem dość gibki, żeby moje uda zetknęły się łydkami. Ciągle się rozciągam, ale idzie to dość topornie. Czy w związku z tym, że chcę poprawić technikę, mogę zacząć od zwykłycg przysiadów bez sztangi i po prostu starać się schodzić jak najniżej (bym robił to wg planu 25 przysiadów + 2 dziennie, +5 potem od 50 i aż do 100). Następnie ponownie powróciłbym do sztangi. Co myślicie o takim rozwiązaniu?
Robię trening FBW w stylu:
Przysiady ze sztangą 3s
Wiosłowanie 3s
Wyciskanie sztangi leżąc 3s
Wyciskanie żołnierskie 2s
Pompki na porączach 2s
Zginanie ramion ze sztangielkami 2s
Trochę boję się, że mając na pozostałych ćwiczeniach już dość duże obciążenie (jak dla mnie) nogi zostaną w tyle i odbije to się w jakiś sposób na zdrowiu. Dodam, że biegam co drugi dzień (do 30 min.) na zmianę z siłownią, czyli 3 x siłownia + 3 x bieganie na tydzień.
Dodam jeszcze, że przez te przykurcze prawdopodobnie boli mnie trochę co jakiś czas odcinek dolny pleców, w krzyżu. W związku z tym przsiady robiłem z maks. obciążeniem do 40 kg.
Bardzo proszę o poradę, jak mógłbym rozwiązać ten fant.