DZIEŃ 47
Miska:
+
płyny: 4l woda z cytryną, kawa (połowa dnia, a już tyle wypite

pewnie jeszcze będzie kolejny dzbanek)
+
warzywa: kapusta pekińska, cebula, ogórek kiszony, papryka, pomidor, pieczarki
+
suple: tran 1 łyżka, olej z wiesiołka 4 kapsułki
+
leki: Dostinex 1/2 tabletki
Trening:
1. Mniej znaczy więcej
2. No i skończyło się rumakowanie... Ale były jęki, 10 powtórzeń z 47 kg i uda skapitulowały.
3. Nie mogłam utrzymać tych 12-kilogramowych hantli, gibałam się z nimi strasznie, więc w ostatniej serii zamieniłam na sztangę. Nie wiem, czy to normalne, ale teraz chyba będę mogła dużo więcej kg wziąć.
5. W IV serii siła maksymalna - 3 powtórzenia i sztanga wylądowała na klacie...
+
aero 20 min (rower stacjonarny 10,5 km, średnia 31,5 km/h)
Dobrze, była siła

Do roweru ledwo doczłapałam, ale już jakiś czas temu postanowiłam, że choćby nie wiem co, będzie 20 min aero po każdym treningu, no i siłą woli je robię.
Samopoczucie - jak sinusoida. Spałam chyba z 11 h i dziś super energia, chociaż cała się czuję jak wielki serdelek

Dla równowagi doszedł kolejny przed-okresowy objaw... piękna cera (bez ironii)
Zmieniony przez - jez.pigmejski w dniu 2014-02-14 15:07:35