Witam, jak dla mnie siłownia to lekka porażka, jak dla dziewczyn jeden chodziarz, wioślarz, i bieżnia co się ciągle psuje, a do tego rowerki, po których przez 2 dni siadać nie można. Więc są 3
dziewczyny na siłowni i ktoś jeszcze dojdzie, no to sie zastanawia co ma zrobić w tej ciasnej klitce... Szatnia nie jest sprzątana, zwłaszcza teraz zimą... a przynajmniej takie mam wrażenie. Latem i jesienią jeszcze chodziłam na tą siłownie, ale teraz... już nie mam ochoty nawet...
Jeszcze dodam o dziwnym zwyczaju, kiedy to na zatłoczoną salę fitnessową wciskają się na siłę 15-20 minut przed końcem zajęć ludzie z następnej grupy, porażka, ponieważ przeszkadzają ćwiczącym i naśmiewają się pod nosem...
Dodatkowo panie z recepcji też uprzejmością nie grzeszą... No ale niestety za tą cenę nie można mieć pretensji...
A czasem zdarza się, że brakuje kłódek i pani z recepcji mówi, że nie ma i martw się sam o swoje rzeczy... co za problem kupić np 5 kłódek za 5zł, zwłaszcza, że stoją puste szafki??? Raz zdarzyło mi się przez przypadek otworzyć kluczem nie moją kłódkę... heh...
Powiem tylko tyle, że już kończę studia i jak pójdę do pracy, to będę się zastanawiać czy tam jeszcze chodzić, czy pójść do klubu, w którym można naprawdę coś ciekawego zrobić i jest więcej sprzętu dla kobiet na siłowni niż 3! A kobiety z recepcji będą potrafiły zachęcić do zajęć i np. opowiedzieć cokolwiek o ćwiczeniach, bo jak człowiek idzie pierwszy raz, to skąd ma wiedzieć jak prowadzący prowadzi dane zajęcia???