Dzień odpoczynku, żeby mięśnie i szlaki metaboliczne miały szans wejść w superkompensację. Dziś tylko parę km delikatnego truchciku na 78% hrmax, zresztą zastanawiałem się czy w ogóle wychodzić biegać. Jak to na drugi dzień po ostrzejszym treningu, tu coś strzyka, tam boli, leń ogólny... no ale mus to mus. Wszedłem na trasę spodziewająć się fatalnej formy... *ding* You advanced from level 1 to level 2. Szybkość na tym tętnie wzrosła do 5'50'' / km. Yeah. Teraz tylko przesunąć próg mleczanowy i na olimpiadę :P A póki co pora zmusić organizm do złamania 1'15 na 500 metrów (w szczycie formy brakowało 15 sekund, ale wtedy w ogóle nie robiłem treningu szybkościowego, tylko bazę tlenową).
OK, pora na małe podsumowanie.
Waga - wzrosła do 70-71kg, przy okazji skoczyło też trochę body fat. Przestała się zmieniać, odkąd zmieniłem trening na bardziej biegowy i wywaliłem elementy budowy masy ciała.
Łydka - 34 z małym kawałkiem, rozmiar lekko tylko drgnął (zwłaszcza w porównaniu ze zmianą masy ciała), siła wzrosła nieproporcjonalnie, jestem w stanie 20 minut zasuwać na palcach w stylu sprinterskim, amortyzować śródstopiem mogę przez parę godzin.
Udo - 54,5, wyraźny skok rozmiaru, mniejszy siły. W zasadzie nie czuję tego przyrostu na czworogłowych.
Lewy bicek - 31 cm, przy okazji solidnie wzrosła wydajność przy podstawowych ćwiczeniach typu pompki czy podciąganie na drążku (przed rozpoczęciem ćwiczeń podciągałem się 4-5 razy, teraz 11-12). Bardzo jednak daleko do formu sprzed 2 lat.
Klaty nie umiem mierzyć :D ale siła skoczyła dość ładnie.
Talia bez zmian - pojawił się mały tłuszczyk, dość mocno zarysowały się mięśnie, ładnie podciągnęły flaki do góry, nie wiszą. To mnie najbardziej cieszy, wyjątkowo potrzebne w bieganiu mięśnie.
Szyja 39, ciekawe dlaczego skoczyła o ten cm...
Plan treningowy - dalej robić, co robię, czyli powolutku, spokojnie utrzymywać górę ciała w formie, nie martwiąc się brakiem przyrostów, w bieganiu dalej spokojnie, powoli przesuwać próg mleczanowy i łapać "rozbieganie", póki pogoda nie pozwoli na normalne treningi - bazę tlenową gdy zejdzie błoto ze ścieżek w lesie, sprinty i wbiegi pod górkę gdy powietrze pozwoli to robić bez ryzyka przeziębienia. Mocno popracować nad 4głowymi, mój najsłabszy punkt odkąd wzmocniłem łydki.
Dieta na dziś
4 banany, paczka oliwek z papryką (uwielbiam je, heh), miska soczewicy (a wiecie, że Spartanie odżywiali się głównie soczewicą?), jakieś 50 gram słonecznika, kawał chleba z olejem lnianym, woreczek 100 gram kaszy, puszka fasoli, oczywiście sok owocowy. Suma - nieco ponad 2500 kcal, kolejny powód dla którego przestałem nabierać masy (co jest mi bardzo na rękę). Jeszcze czeka mnie kilkaset kcal na kolację w formie bananów.
OK, pora na małe podsumowanie.
Waga - wzrosła do 70-71kg, przy okazji skoczyło też trochę body fat. Przestała się zmieniać, odkąd zmieniłem trening na bardziej biegowy i wywaliłem elementy budowy masy ciała.
Łydka - 34 z małym kawałkiem, rozmiar lekko tylko drgnął (zwłaszcza w porównaniu ze zmianą masy ciała), siła wzrosła nieproporcjonalnie, jestem w stanie 20 minut zasuwać na palcach w stylu sprinterskim, amortyzować śródstopiem mogę przez parę godzin.
Udo - 54,5, wyraźny skok rozmiaru, mniejszy siły. W zasadzie nie czuję tego przyrostu na czworogłowych.
Lewy bicek - 31 cm, przy okazji solidnie wzrosła wydajność przy podstawowych ćwiczeniach typu pompki czy podciąganie na drążku (przed rozpoczęciem ćwiczeń podciągałem się 4-5 razy, teraz 11-12). Bardzo jednak daleko do formu sprzed 2 lat.
Klaty nie umiem mierzyć :D ale siła skoczyła dość ładnie.
Talia bez zmian - pojawił się mały tłuszczyk, dość mocno zarysowały się mięśnie, ładnie podciągnęły flaki do góry, nie wiszą. To mnie najbardziej cieszy, wyjątkowo potrzebne w bieganiu mięśnie.
Szyja 39, ciekawe dlaczego skoczyła o ten cm...
Plan treningowy - dalej robić, co robię, czyli powolutku, spokojnie utrzymywać górę ciała w formie, nie martwiąc się brakiem przyrostów, w bieganiu dalej spokojnie, powoli przesuwać próg mleczanowy i łapać "rozbieganie", póki pogoda nie pozwoli na normalne treningi - bazę tlenową gdy zejdzie błoto ze ścieżek w lesie, sprinty i wbiegi pod górkę gdy powietrze pozwoli to robić bez ryzyka przeziębienia. Mocno popracować nad 4głowymi, mój najsłabszy punkt odkąd wzmocniłem łydki.
Dieta na dziś
4 banany, paczka oliwek z papryką (uwielbiam je, heh), miska soczewicy (a wiecie, że Spartanie odżywiali się głównie soczewicą?), jakieś 50 gram słonecznika, kawał chleba z olejem lnianym, woreczek 100 gram kaszy, puszka fasoli, oczywiście sok owocowy. Suma - nieco ponad 2500 kcal, kolejny powód dla którego przestałem nabierać masy (co jest mi bardzo na rękę). Jeszcze czeka mnie kilkaset kcal na kolację w formie bananów.
Nigdy nie myśl o drugim miejscu.
VEGE POWER!