Jest to moj pierwszy post na tym forum dlatego chciałem sie przywitać - Witam :)
A wracając do tematu, zaczne może od początku, a wiec zaczęlo sie wszystko w podstawówce, chodzilem do tej samej szkoly z pewnym cwaniaczkiem, "terroryzowal" ;] wszystkich, az pewnego dnia trafil na mnie, pamietam ze jako jedyny mu sie postawilem kiedy inni nie reagowali albo dawali sie ponizac, i od tego momentu zaczalem miec prze***ane, przez pare lat pdst nie bylo tygodnia zeby mi nie nawrzucal, nie podlozyl nogi albo nie popchal, na dodatek mieszkal na moim osiedlu :/ jak sie mozna domyslic tam tez za latwo nie mialem. Kilka razy napadal mnie ze swoimi kumplami ale zawsze jakos wychodzilem z tego calo. Nigdy nawet na mnie nie spojrzal gdy szedl sam, dopiero w asyscie kumpli stawal sie chojrakiem i mnie nekal. W sumie to trwalo dobrych pare lat az do ok 1-2 gim. Potem mialem pare latek spokoju, teraz mam 18l, juz myslalem ze od***al sie na zawsze, az do momentu kiedy ostatnio zarejestrowal sie na forum szkolnym, i dalej do mnie jakies wrzuty :/, postanowilem ze nie bede tego ignorowal i z racji tego ze jest glupszy ode mnie jakies 10 razy, umiejetnie do***alem mu, po paru moich ripostach gdy juz nie wiedzial co napisac, napisal ze jak mnie spotka to mi za***ie kose i zebym lepiej nie wychodzil z domu ;] wiem ze jest do tego zdolny bo w sumie nie ma nic do stracenia, do szkoly juz nie chodzi, jara jakies gowna, caly dzien chleje jakas siare i pewnie skonczy w niedalekiej przyszlosci na dworcu, wiec mysle ze nie rzucal slow na wiatr, chociaz generalnie to taki typ ktory jest mocny przedewszystkim w gebie to jednak nie moge tego olac, mysle ze sam dalbym mu rade bo cos tam cwicze, naparzem w worek, mam ok.180cm 80kg, trenuje gałe. On mysle ze tego samego wzrostu moze troche wyzszy, chudy, generalnie wrak po tym jaraniu i piciu, szybko sie meczy. Takze gdyby mnie sam dorwal to jakos bym sobie poradzil, zreszta juz dawno bym mu za***al ale boje sie o to ze na nastepny dzien mnie dopadnie na osiedlu z kumplami i juz wogole z domu nie wyjde :/ Zresza to juz nie jest taki problem bo juz sie przygotowalem na to ze najwyzej dostane w******l i juz :/ Chodzi o co innego, mianowicie, mam dziewczyne, czesto gdzies wychodzimy, i co gdy dopadnie mnie jak bede z nia szedl? Wiadomo jak bedzie cala banda to postaram sie ignorowac, ale jak zacznie wrzucac mojej kobiecie? :/ wtedy na pewno bym nie wytrzymal, rzucil sie na ich wszystkich i bym dostal solidny w******l :/ Jak sie zachowac w takiej sytuacji? Jak sie chociac w minimalnym stopniu przygotowac na takie cos? Jak wy radziliscie sobie gdy napadli was w towarzystkie waszej kobiety?
Sory za styl pisma i za bledy ale pisalem to na szybko, mam nadzieje ze zrozumiecie, dzieki z gory i pozdrawiam :)
Zmieniony przez - kamilaszko w dniu 2008-07-07 14:41:20
A wracając do tematu, zaczne może od początku, a wiec zaczęlo sie wszystko w podstawówce, chodzilem do tej samej szkoly z pewnym cwaniaczkiem, "terroryzowal" ;] wszystkich, az pewnego dnia trafil na mnie, pamietam ze jako jedyny mu sie postawilem kiedy inni nie reagowali albo dawali sie ponizac, i od tego momentu zaczalem miec prze***ane, przez pare lat pdst nie bylo tygodnia zeby mi nie nawrzucal, nie podlozyl nogi albo nie popchal, na dodatek mieszkal na moim osiedlu :/ jak sie mozna domyslic tam tez za latwo nie mialem. Kilka razy napadal mnie ze swoimi kumplami ale zawsze jakos wychodzilem z tego calo. Nigdy nawet na mnie nie spojrzal gdy szedl sam, dopiero w asyscie kumpli stawal sie chojrakiem i mnie nekal. W sumie to trwalo dobrych pare lat az do ok 1-2 gim. Potem mialem pare latek spokoju, teraz mam 18l, juz myslalem ze od***al sie na zawsze, az do momentu kiedy ostatnio zarejestrowal sie na forum szkolnym, i dalej do mnie jakies wrzuty :/, postanowilem ze nie bede tego ignorowal i z racji tego ze jest glupszy ode mnie jakies 10 razy, umiejetnie do***alem mu, po paru moich ripostach gdy juz nie wiedzial co napisac, napisal ze jak mnie spotka to mi za***ie kose i zebym lepiej nie wychodzil z domu ;] wiem ze jest do tego zdolny bo w sumie nie ma nic do stracenia, do szkoly juz nie chodzi, jara jakies gowna, caly dzien chleje jakas siare i pewnie skonczy w niedalekiej przyszlosci na dworcu, wiec mysle ze nie rzucal slow na wiatr, chociaz generalnie to taki typ ktory jest mocny przedewszystkim w gebie to jednak nie moge tego olac, mysle ze sam dalbym mu rade bo cos tam cwicze, naparzem w worek, mam ok.180cm 80kg, trenuje gałe. On mysle ze tego samego wzrostu moze troche wyzszy, chudy, generalnie wrak po tym jaraniu i piciu, szybko sie meczy. Takze gdyby mnie sam dorwal to jakos bym sobie poradzil, zreszta juz dawno bym mu za***al ale boje sie o to ze na nastepny dzien mnie dopadnie na osiedlu z kumplami i juz wogole z domu nie wyjde :/ Zresza to juz nie jest taki problem bo juz sie przygotowalem na to ze najwyzej dostane w******l i juz :/ Chodzi o co innego, mianowicie, mam dziewczyne, czesto gdzies wychodzimy, i co gdy dopadnie mnie jak bede z nia szedl? Wiadomo jak bedzie cala banda to postaram sie ignorowac, ale jak zacznie wrzucac mojej kobiecie? :/ wtedy na pewno bym nie wytrzymal, rzucil sie na ich wszystkich i bym dostal solidny w******l :/ Jak sie zachowac w takiej sytuacji? Jak sie chociac w minimalnym stopniu przygotowac na takie cos? Jak wy radziliscie sobie gdy napadli was w towarzystkie waszej kobiety?
Sory za styl pisma i za bledy ale pisalem to na szybko, mam nadzieje ze zrozumiecie, dzieki z gory i pozdrawiam :)
Zmieniony przez - kamilaszko w dniu 2008-07-07 14:41:20
Krzysztof Piekarz
) albo zrobic tak żeby wyglądało na nieszczęśliwy wypadek albo samobójstwo
(funkcja oznaczona jako taka zółta kartka z ołówkiem)